Wczoraj przez cały dzień było to 3,5 mln akcji. Trzeba przyznać, że popyt jest znaczny, ale chętnych do sprzedaży też nie brakuje.
Nie ma wątpliwości, że w dniu dzisiejszym wydarzenia na zagranicznych giełdach nie będą miały większego znaczenia, chyba że doszłoby tam do dużej euforii lub znacznych spadków. Niezłe informacje z Dell`a wystarczają do przedpołudniowych zwyżek zarówno kontraktów na Nasdaq, jak i indeksów z Eurolandu. Ale skala nie jest tak duża, by kreować nastrój u nas.
Szczerze muszę przyznać, że nie potrafię jednoznacznie ocenić tego, co wczoraj się stało. Patrząc na WIG20 z dłuższej perspektywy, a także na obraz poszczególnych spółek daleki jestem od euforii i wieszczenia szybkiego ataku na 1500 pkt. Dużo więcej będzie można powiedzieć po zakończeniu dzisiejszej sesji, kiedy to zapewne dowiemy się, jak zdeterminowani są kupujący, ewentualnie, czy podaż jest skłonna wykorzystać znacznie wyższe ceny. W tej chwili nie widzę impulsów do pokonania tegorocznego szczytu, a nawet gdyby kapitał, który napłynął na rynek okazał się tak agresywny i do tego doprowadził, to trzeba się liczyć z tym, że również jego wycofywanie się będzie tak samo zdecydowane.
Nie wydaje się, by nasz rynek zdecydował się wyprzedzać opuszczenie w którąś ze stron wielomiesięcznych konsolidacji przez indeksy z Eurolandu.