Jeszcze przed sesją na amerykański parkiet dotarły dane o dynamice dochodów i wydatków osobistych w USA za kwiecień, które wyniosły odpowiednio +0,3 proc. i +0,5 proc. O ile te pierwsze były zgodne z oczekiwaniami, to wydatki okazały się o 0,2 proc. gorsze od prognoz. Niemniej jednak, naszym zdaniem dane należy traktować pozytywnie, gdyż wskazują na poprawę popytu konsumenckiego. Najwidoczniej czynnik ten nie był wystarczający dla inwestorów do powiększenia ich długich pozycji w akcjach.
Niewystarczające okazały się również dane z godziny 16:00 naszego czasu. Wykazały one znaczną poprawę w sektorze nieruchomości, okazało się bowiem, że sprzedaż domów na rynku wtórnym wzrosła o 7 proc., przy mizernych oczekiwaniach rynku. Do tego poprawie uległ wskaźnik optymizmu konsumentów ( z 108.5 do 109.8). Niestety i tym razem byki nie rzuciły się do zakupów.
A w czasie sesji nastroje się już tylko pogarszały. Do sprawców tej sytuacji zaliczał się Home Depot, który otrzymał negatywne komentarze ze strony analityków UBS Warburg. Negatywnie wpływał także Intel, po tym jak Merrill Lynch obniżył swoje prognozy finansowe dla spółki. Tak więc rynek osuwał się dalej i nie pomagały nawet wypowiedzi głównego stratega banku inwestycyjnego Morgan Stanley, który zalecał by obecnie nie pozbywać się amerykańskich akcji, gdyż przed nami zwrot w koniunkturze gospodarczej.
Dzisiaj nie poznamy istotnych danych makro. Bieżące nastroje na rynku terminowym są negatywne, co nie wróży powrotu kapitału na rynek. Tak więc wszystko zależy obecnie od tego, czy na rynek napłyną jakieś pozytywne informacje, które wpompują trochę optymizmu. Ewentualna korekta wzrostowa jest o tyle prawdopodobna, że obroty na ostatniej sesji były naprawdę niskie, co sugeruje gaśniecie podaży akcji.
Opracowanie: Jacek Torowski