Oznacza to, że inwestorzy, którzy od października ub.r. kupowali akcje, czekając na drugą falę wzrostu ich cen uzasadnioną spodziewanym w II półroczu utrwaleniem się wzrostu gospodarczego na świecie, zaczęli ponosić straty. Dopóki tamtejsze indeksy nie zdołają powrócić powyżej właśnie utworzonych bardzo silnych oporów (CAC40 4 230 pkt., DJIA 9 900 pkt.), to obecna sytuacja na zachodnich rynkach nadal przypominać będzie tą z sierpnia ub.r. Tym samym dopóki negatywne sygnały techniczne nie zostaną unieważnione - co będzie niezwykle trudne - najbardziej prawdopodobne scenariusze dalszych wydarzeń na świecie powinny zakładać przetestowanie za kilka miesięcy ubiegłorocznych minimów bessy. Równocześnie spadek kursu dolara poniżej dołka z września ub.r. oraz systematyczny wzrost kursu złota do najwyższego od 2,5 lat poziomu sugerują, że rynki zaczynają się obawiać, że aplikowana gospodarce USA przez FED stymulacja monetarna, zamiast utrwalić wzrost gospodarczy, "pójdzie bokiem" prowadząc do pojawienia się pod koniec roku silnego impulsu inflacyjnego. W sytuacji, w której podtrzymywanie za pomocą niskich stóp procentowych rekordowej konsumpcji (w szczególności "bańki" w budownictwie mieszkaniowym) jest konieczne dla przedłużenia okresu wzrostu gospodarczego, taki wymuszający zaostrzenie polityki pieniężnej FED rozwój wydarzeń byłby prawdziwym ciosem dla ciągle jeszcze dominującego optymistycznego konsensusu.

Nasz rynek powinien być jeszcze przez kilka tygodni zdolny do ignorowania słabnącej koniunktury na giełdach zachodnich. Osobiście jednak sądzę, że ewentualne spadki zachodnich rynków w pobliże ubiegłorocznych minimów bessy zachwieją koniunkturą również i na naszym rynku.

Wojciech Białek

SEB TFI SA