Co gorsza, tak powszechnie oczekiwanego ożywienia nie widać także w strefie euro, gdzie produkcja przemysłowa spadła w kwietniu o 0,5%, wobec oczekiwanego wzrostu o 0,2%. Dla polskiej gospodarki oznacza to znaczne utrudnienia w przełamywaniu spowolnienia z jakim się ostatnio borykamy, ponieważ Unia jest naszym głównym partnerem handlowym. W defetystycznym nastroju pozostają również rynki zagraniczne, zniechęcone wspomnianym brakiem ożywienia oraz niższymi od przewidywanych zapowiedziami wyników spółek (AMD, Apple). Jednak patrząc na wyniki środowych notowań można łatwo zauważyć, że obok innych czynników, na rynku ciąży fatum Stoczni, która wywołała falę przeceny banków. Do tej pory nie zakończył się proces dostosowywania cen spółek z najzyskowniejszego chyba sektora naszej gospodarki, co spowodowało dalsze spadki na sesji. Skutek jest taki, że mamy na wykresie WIG20 trzecią lukę bessy od początku czerwca i zaczęliśmy już testować wsparcie ze stycznia br.

Na koniec chciałbym dodać coś "ku pokrzepieniu serc". GUS podał, że w okresie styczeń-kwiecień poprawiły się wyniki polskiego eksportu - w ujęciu dolarowym wzrósł on o 2,1% i odpowiednio 7% licząc w euro. Jak należy rozumieć te dane w zestawieniu z alarmującymi apelami polityków o osłabienie złotego? Jedna z interpretacji zakłada, że takie zachowanie eksportu wynika m.in. z silnie opóźnionej reakcji gospodarki. W takim razie wypadałoby również poczekać na taką reakcję w odniesieniu do stóp procentowych i to dłużej niż 1 czy 2 miesiące.

Maciej Czajkowski

DM BOŚ SA