Z kolei dla tych, którzy uznali, że ceny akcji sięgają już dna i należy przystąpić do zakupów, pozytywnym impulsem była w czwartek publikacja ostatecznych, skorygowanych danych dotyczących amerykańskiego PKB w pierwszym kwartale br. Okazało się, że wzrósł on jeszcze więcej niż wcześniej informowano, bo aż o 6,1%. Większego wpływu na przebieg sesji nie miała natomiast środowa decyzja Fed o pozostawieniu stóp na dotychczasowym poziomie, ponieważ była ona oczekiwana przez rynek. Uwagę zwracała przecena spółek medialnych, w związku z propozycjami zmian legislacyjnych w tej branży i kryzysem na rynku reklamowym. Do godz. 18.00 naszego czasu Dow Jones spadł o 0,16%, a Nasdaq Composite wzrósł o 0,15%.

Wielkie odrabianie strat - tak po krótce można scharakteryzować znaczną część sesji na czołowych rynkach zachodnioeuropejskich. Jednym z głównych impulsów były korzystne dane makroekonomiczne z USA. Tendencja wzrostowa dotyczyła przede wszystkim spółek telekomunikacyjnych i high-tech, które dzień wcześniej najbardziej ucierpiały po informacji o bliskim bankructwie WorldCom. W Londynie liderem wzrostów był operator telefonii komórkowej - MMO2, w Paryżu inwestorzy odkupywali przede wszystkim walory spółki high-tech STMicroelectronics i operatora telefonii bezprzewodowej Orange, ale wciąż z dystansem podchodzili do Alcatela, który w środę przedstawił bardzo pesymistyczną prognozę wyników. Na giełdzie niemieckiej chętnie kupowano papiery spółek high-tech - SAP, Siemens i Infineon a także Deutsche Telekom. Brak wyraźnych impulsów wzrostowych w pierwszej połowie notowań w Nowym Jorku odwrócił jednak tendencję wzrostową pod koniec sesji i indeksy zaczęły wyraźnie tracić. Paryski CAC-40 ostatecznie wzrósł o 1,13%, a londyński FT-SE 100 tylko o 0,21%. Do godz. 18.00 frankfurcki DAX zyskał 2,32%.

Łukasz Korycki

PARKIET