Rezultatem takich postaw jest potworny marazm, jeszcze gorszy, niż wczoraj. Obroty wynoszą zaledwie 65 mln zł, kursy poszczególnych spółek od kilku godzin są na tym samym poziomie. Widać ewidentnie oczekiwanie na to, kto pierwszy podejmie decyzję, czy posiadacze akcji, czy gotówki. W czyich rękach są akcje mniej więcej wiadomo - funduszy. I tu można zrozumieć wyczekiwanie, bo nikt nie chce wychylić się przed szereg, by nie zostać skarconym. Gotówki można by poszukiwać u zagranicznych inwestorów, ale przy mocno spadającej cenie naszej waluty, a także niepewności co do planów ministra Kołodki chyba nie ma co liczyć na to, że będą się do nas pchać drzwiami i oknami. Zresztą obawy o wynik wyborów w Brazylii, destabilizacja polityczna w Turcji nie robią dobrej atmosfery wokół emerging markets. Do tego znacznie tańsze akcje, niż u nas można znaleźć na innych giełdach.
Wygląda więc na to, że dalszy rozwój sytuacji na naszym parkiecie będzie zależeć od kondycji światowych rynków. A tu w dalszym ciągu nie mamy sygnałów odwrócenia trendów spadkowych. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, iż wyraźne przekroczenie przez giełdy Eurolandu ubiegłorocznych minimów doprowadzi do złamania przez WIG20 wsparcia w postaci grudniowego dołka. Dopóki tak się nie stanie nasz indeks ma szanse na utrzymanie się w konsolidacji. Jednocześnie nie zakładałbym, że póki indeksy Eurolandu są ponad dołkami z września ub.r., to i wsparcie dla WIG20 jest bezpieczne. Skala obserwowanego odbicia WIG20 jest póki co marna, a to świadczy o słabości byków. Odnosi się wrażenie, że są one silne słabością sprzedających. W takiej sytuacji, gdy tylko nadejdą na rynek złe informacje (np. dalsze spadki na świecie), podaż się uaktywni i zepchnie indeks poniżej wsparcia.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu