Jego przełamanie nakazuje przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych w najbliższym czasie uwzględnić pesymistyczny scenariusz, w którym wzrosty z okresu październik ub.r. - styczeń b.r. były jedynie korektą bessy, rozpoczętej w marcu 2000 r. Konsekwencją takiej interpretacji wykresu może być spadek poniżej 1000 pkt. dla WIG20.
Notowania zaczęły się od zniżki WIG20 do 1152 pkt., czyli o niecałe 1,5%. To potwierdza wiarygodność przełamania wsparcia z piątku i zapowiada nieciekawą sesję dla posiadaczy akcji.
Obecnie nie ma zbyt wielu argumentów, dających szansę na poprawę kondycji rynku. Większość koncepcji zakładających mocniejsze odbicie opiera się na tym, że rynek jest mocno wyprzedany. Ale to traktowałbym raczej jako potwierdzenie dużej słabości byków, niż nadzieję na lepszą przyszłość. Piątkowa sesja w USA pokazała, że tam również brak jest chętnych do mocniejszego kupna. Indeksy z Londynu i Paryża są poniżej wrześniowych dołków. Do tego utrzymuje się niepewność w kwestii pomysłów nowego ministra finansów. Tu czegoś dowiemy się jutro, ale ze wstępnych informacji wynika, iż nie będą to zaskakujące wiadomości. Pierwsze poczynania mają być skierowane na ratowanie miejsc pracy, głównie w państwowych przedsiębiorstwach. Mówi się coś o oddłużaniu tych przedsiębiorstw, co zapewne odbije się na budżecie. Aby zachować planowany deficyt trzeba będzie zwiększyć dochody. A to oznacza albo podatek importowy albo podwyżki w PIT.
Jednak najważniejszym czynnikiem pozostawać będzie koniunktura na światowych rynkach akcji. A tu przypomnę tylko o ogromnych głowach z ramionami na CAC i S&P500, zapowiadających przedłużenie bessy na kolejne miesiące.