Żadnym pocieszeniem nie jest fakt, iż aktywność była mniejsza niż dzień wcześniej, bo wynikało to przede wszystkim z dużo mniejszych obrotów na Pekao. Poza tym na większości spółek z WIG20 spadkom towarzyszył duży wolumen.
Powodów do optymizmu nie ma jeszcze z innych przyczyn. Trend spadkowy trwa już od pół roku, a wyraźnych sygnałów jego wyhamowania nie widać. Dzienny RSI jest na najniższym poziomie od marca ub.r., MACD spadł poniżej dołków z sierpnia i października i od półtora miesiąca nie może powrócić ponad średnią. Do tego warto zwrócić uwagę na przebieg dwóch ostatnich sesji. W środę przez 4 godziny trwała stabilizacja, a silne wzrosty nastąpiły dopiero w końcowej fazie notowań. W czwartek było inaczej. Podaż od samego początku zyskała wyraźną przewagę i dopiero o 14.00 pozwoliła na godzinne, kilkupunktowe odreagowanie. To zachowanie typowe dla trendów malejących. Zresztą jego struktura pozostała nienaruszona, bo zwyżka ze środy zatrzymała się na poprzednim lokalnym dołku.
Dlatego też można uznać, że szanse na kontynuację wzrostów zostały pogrzebane, a w krótkim terminie będzie realizowany jeden z dwóch scenariuszy: konsolidacja w obszarze 1145-1182 pkt., stanowiąca płaską korektę półtoramiesięcznej przeceny lub powrót do głównego trendu. To drugie rozwiązanie zasygnalizuje zamknięcie WIG20 poniżej 1145 pkt., gdzie znajduje się 62-proc. zniesienie jesienno-zimowego wzrostu. W obu przypadkach konsekwencje w dłuższym okresie powinny być takie same, czyli przełamanie ubiegłorocznego minimum. Stąd też kupowanie obecnie akcji nie jest dobrym pomysłem. Oznaką poprawy perspektyw naszego parkietu stanie się wybicie na zamknięcie ponad 1182 pkt., co stworzy możliwość wzrostu do 1219 pkt. Na więcej trudno teraz liczyć.
Krzysztof Stępień
PARKIET