Wciąż jest szansa na to, że poprawa nastrojów jeszcze trochę potrwa.
Seria danych z USA niewiele wniosła, bo były one prawie idealnie zgodne z oczekiwaniami. Jednak dolar po ich opublikowaniu nieco osłabł w stosunku do euro, więc można przypuszczać, że w sumie trochę rozczarowały. Również początek sesji w USA przynosi niewielkie spadki, ale jeszcze o 16.00 poznamy zamówienia fabryczne za czerwiec, które miały spaść znacząco, bo o 1,7-2,3%. Lepsze wyniki zostałyby dobrze odebrane, ale nie zapominajmy, że to dane za czerwiec, więc niezbyt istotne.
Chyba ważniejsze jest to, że po kilku dniach zwyżek indeksy wczoraj znów silnie spadły, co pokazało inwestorom, jak kruche jest ich podłoże. Dlatego zapewne będą bardzo ostrożnie podchodzić do kupowania akcji. W przypadku Nasdaqa spodziewałbym się testu ostatniej luki hossy, DJIA wybił się w dół z kilkudniowej konsolidacji, więc też może dalej spadać. Gdyby sesje w USA zakończyły się kolejną zniżką musiałoby się to odbić na przebiegu poniedziałkowej sesji na naszym rynku.
Warto też wskazać na fakt, że WIG20 wybił się dziś poniżej linii prowadzonej po dołkach począwszy od ubiegłego piątku, co przy spadkach na światowych rynkach może być wstępem do zakończenia wzrostowej korekty. Do potwierdzenia tego sygnału potrzeba jednak przełamania wsparcia na poziomie 1056 pkt., a potem zbicia cen poniżej 1042 pkt. Dopiero wtedy można będzie powiedzieć o wyjaśnieniu krótkoterminowej sytuacji na rynku.
Krzysztof Stępień