Przekonują o tym nie tylko pogarszające się wskaźniki makroekonomiczne, ale również kiepskie wyniki kwartalne spółek, pokazujące, że na poprawę koniunktury w gospodarce przyjdzie nam jeszcze długo poczekać. Pierwsze raporty kwartalne nie pozostawiają wątpliwości, że najgorsze wcale jeszcze nie jest za nami. Żadnym pocieszeniem nie jest w tym przypadku fakt, że niejednokrotnie złym wynikom za pierwsze półrocze towarzyszą zapewnienia o realizacji tegorocznych prognoz, w niektórych przypadkach kilka razy wyższych od tego, co udało się zrealizować w pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku.
Dziś nie będzie danym makro w USA, co biorąc pod uwagę znacznie niższe od prognoz rzeczywiste dane z ostatnich tygodni powinno raczej pomóc niż zaszkodzić rynkowi. Nie oznacza to, że można spodziewać się odwrócenia niekorzystnej dla posiadaczy akcji tendencji, lecz raczej ograniczonego zasięgu spadków. U nas z kolei otrzymamy dane o cenach żywności w drugiej połowie lipca, ale po pierwsze komunikat GUS pojawi się dopiero o 16.00, a po drugie i tak wszyscy już wiedzą, że inflacja w lipcu pobije swój rekord z poprzedniego miesiąca. W obecnej sytuacji obniżka stóp procentowych nic nie zmieni, poza tym, że banki po raz kolejny otrzymają narzędzie to obniżenia oprocentowania depozytów.
Pod ciężarem negatywnych w ujęciu globalnym nastrojów inwestycyjnych oraz w okresie publikacji złych wyników kwartalnych można zastanawiać się nie nad tym czy spadnie czy nie, a jedynie o ile spadnie. Ponieważ podtrzymuję tezę, że większość słabych wyników finansowych jest już w cenach akcji, skala zniżki będzie uzależniona od dynamiki spadków na giełdach zachodnich.
Opracowanie: Roman Nowak