Zwyżka WIG20 od lokalnego dołka i teraz utrzymywanie niewielkiej straty nie wymagała więc zaangażowania zbyt dużych środków, ale jednocześnie to jeszcze o niczym nie rozstrzyga. WIG20 znów spada, choć nie tak dramatycznie, jak w poprzednich dwóch miesiącach. Nadal nie ma żadnych sygnałów zapowiadających trwalszą poprawę koniunktury. Można przypuszczać, że obecne relatywnie silniejsze zachowanie naszego rynku od innych giełd światowych wynika z tego, że korekta z zeszłego tygodnia była u nas bardzo słaba. Jednocześnie nie ma się co oszukiwać, że gdy spadkowa tendencja zagranicą będzie kontynuowana to my tego nie odczujemy. Odczujemy ze zdwojoną siłą. Ostatnie zachowanie naszego rynku potwierdza krążące wśród inwestorów przekonanie o stadnym instynkcie wśród zarządzających funduszami, gdzie średni i mali patrzą na to, co robią najwięksi. To powoduje, że poszczególne impulsy w górę i w dół są znacznie wzmacniane przez naśladujących kroki największych graczy.

W dłuższym terminie nie ma to jednak większego znaczenia. Wobec braku fundamentalnych podstaw nie wydaje się by nasz rynek mógł pójść wbrew światowej tendencji. W krótkim pozostaje czekać na dalszy rozwój wypadków i przemęczyć się, gdy na parkiecie zaczyna królować marazm.

WIG20 wciąż wsparcie ma w strefie 1042-56 pkt. i przy tych obrotach mniejsza z tych wartości jest raczej bezpieczna. Opór znajduje się w okolicach 1090 pkt., więc ataku na niego też nie należy się spodziewać.