Nie jest to więc obraz nastrajający zbytnim optymizmem jeśli chodzi o możliwość większej poprawy krótkoterminowej koniunktury. Walka ogranicza się do dość wąskiego przedziału ok. 1045-1090 pkt. i do czasu wybicia z tego niewielkiego horyzontu trudno jednoznacznie przesądzać kierunek, w którym podąży indeks WIG20.
W jednym z wariantów można zakładać, że obecny ruch boczny może stanowić bazę dla wyraźniejszego odbicia, tym bardziej że rynek w dalszym ciągu znajduje się w pobliżu wspomnianego wsparcia. Zakres tej bariery należałoby rozszerzyć o minima z września ub.r. na wysokości ok. 980 pkt. oraz okno hossy z 9 października 2001r. w przedziale ok. 1003-1009 pkt., co daje dość silny i kluczowy w obecnej sytuacji obszar. Ponadto w dalszym ciągu aktualne pozostają szanse na realizację analogii pomiędzy bieżącym układem indeksu, a sytuacją, która miała miejsce na przełomie września i października ub.r. Wtedy również pierwszy po zahamowaniu przeceny ruch wzrostowy okazał się krótki i dość płytki, ale udany test poprzedniego dna okazał się impulsem dla zainicjowania większej fali wzrostowej. Trudno oczywiście spodziewać się by i tym razem ewentualne ożywienie popytu było tak zdecydowane, ale szanse na powtórzenie się historii nie zostały jeszcze zaprzepaszczone, co z kolei nie wyklucza jednoznacznie wystąpienia wzrostowej korekty w najbliższym czasie.
Powyższe argumenty są więc po stronie byków i dają nadzieję, że wkrótce WIG20 może obronić się przed głębszą przeceną, a nawet podjąć próbę wygenerowania wyraźniejszego ruchu wzrostowego. Niestety również po drugiej stronie można znaleźć wiele przesłanek, które w krótkim okresie powodów do większego optymizmu nie dają i tych jest wyraźnie więcej. Wystarczy bowiem spojrzeć na styl w jakim byki bronią wspomnianego wyżej obszaru wsparcia, by przekonać się że ich siły są wątłe. Nie jest to najlepszy prognostyk biorąc pod uwagę, że dla trwalszej poprawy konieczne jest sforsowanie położonych stosunkowo blisko poziomów oporu. Poza wspomnianą górną granicą obecnej stabilizacji pierwszym z nich będzie linia trendu spadkowego z połowy czerwca br. biegnąca aktualnie na wysokości ok. 1090 pkt. Dalej mamy lukę bessy z 22 lipca w strefie 1100-1116 pkt. i pierwsze ze zniesień fali zniżkowej z połowy maja br. W ostatnim czasie popyt miał spore problemy z tą barierą, a nawet gdyby doszło do jej przełamania nieco wyżej czeka byki jeszcze przedział ok. 1135-1150 pkt. wyznaczony przez okno bessy z 19 lipca i przebite dno z połowy grudnia. Dopiero po sforsowaniu tego obszaru można będzie myśleć o trwalszej poprawie krótkoterminowej koniunktury, ale patrząc na obecny potencjał popytu wątpliwy w najbliższym czasie wydaje się nawet sam atak nie mówiąc już o przebiciu.
Biorąc pod uwagę powyższy obraz rynku trudno więc optymizm na najbliższą przyszłość pomimo zahamowania spadków. Trwająca od dwóch tygodni stabilizacja, jakkolwiek dająca szanse na stworzenie bazy dla odbicia, nie jest wystarczającym powodem by z większym prawdopodobieństwem spodziewać się trwalszej poprawy koniunktury. Większość przesłanek potwierdza bowiem dużą słabość byków i nawet gdyby zdobyły się one wkrótce na wybicie górą z bieżącego horyzontu możliwość wyraźniejszego wzrostu ograniczają położone dość blisko ważne opory. Ich sforsowanie w krótkim okresie jest raczej mało prawdopodobne, a tym samym nawet w bardziej optymistycznym podejściu można oczekiwać jedynie kontynuacji trendu bocznego w perspektywie najbliższych sesji, chociaż jej zasięg może się rozszerzyć.