Trwające od dwóch sesji odbicie nie spowodowało większego spustoszenia w szeregach niedźwiedzi. Posiadacze krótkich pozycji nie mają najmniejszych powodów do zaniepokojenia. Co więcej, przebieg dzisiejszych notowań sugeruje, że ocieplenie koniunktury to nic innego, jak ruch powrotny do pokonanego w ubiegły czwartek wsparcia w postaci zamknięcia z 25 lipca. Sytuacja trochę przypomina to, co działo się w drugiej połowie czerwca, kiedy to rynek przebijał się poniżej majowego dołka. Wtedy także najpierw zrobił to kontrakt, a dopiero później indeks, choć baza nie była tak rozciągnięta, jak teraz. Wynosi ona ponad 20 pkt. i w związku z tym, iż do wygaśnięcia wrześniowej serii pozostało niecałe 2 tygodnie, stanowi to pewien bufor dla długich pozycji na ewentualność dalszych zniżek i zwiększa ryzyko wchodzenia na rynek na krótko. Warto zauważyć, iż także grudniowa seria kontraktów utrzymuje tak dużą bazę, co może świadczyć o dużym przekonaniu inwestorów co do kontynuacji przeceny. Jednocześnie wydaje się, że wielkość bazy nie ma większego znaczenia dla inwestorów średnioterminowych, bo interpretacja tego faktu nie jest jednoznaczna.
W sumie, w obecnej sytuacji linia obrony dla długich pozycji może zostać ustawiona na wysokości 1025 pkt. Aby koncepcja ruchu powrotnego do lipcowego dołka była nadal aktualna, nie powinno dojść do zamknięcia powyżej 1050 pkt. Dlatego stop dla krótkich pozycji można umieścić w pobliżu zamknięcia z 3 września (1065 pkt.).
Krzysztof Stępień
PARKIET