Jednak trwające już od czterech sesji wzrosty wydają się być podszyte... niedźwiedziem. Obroty (dla WIG20) tylko jeden raz przekroczyły bowiem 140 mln złotych. Ponadto trudno silić się na duży optymizm w sytuacji, w której rząd pobierając dane do swoich założeń najprawdopodobniej z sufitu zwiększa prognozę przyszłorocznego wzrostu gospodarczego do 3,5%. Jest to tym dziwniejsze, że zdecydowana większość naszych partnerów handlowych zmniejsza przewidywane tempo rozwoju w stosunku do poprzednich założeń. Intencje rządu wydają się jednak dość jasne. Zbliżające się wybory samorządowe stwarzają duży popyt na tzw. kiełbasę wyborczą. Słuchając wypowiedzi Premiera i jego ministrów trudno mieć wątpliwości co do tego czy kiełbasiany popyt zostanie zaspokojony. W związku z tym można jednak nabrać poważnych obaw o kondycję państwowej kasy w nadchodzącym roku, kiedy okaże się że wzrost PKB nie wyniesie 3,5 ale np. 2,8% (jak na prognozuje MFW) lub 2,3% (prognoza CASE). Bezwzględny budżet będzie się wtedy domagał nowelizacji polegającej jak sądzę na (dobrze nam już znanym) zwiększeniu deficytu. Dzisiejszą kiełbasę analitycy i komentatorzy upieką wtedy zapewne na ognisku jakie zapłonie przy pierwszych poważnych oznakach znacznie wolniejszego wzrostu gospodarczego. Oczywiście nie zostanie to dobrze odebrane w roku poprzedzającym nasze wejście do Unii Europejskiej.

Maciej Czajkowski