Spadek ten był bezpośrednią konsekwencją nieudanej środowej próby zamknięcia luki na WIG20. Okazało się, że przez ostatnie dni nie mieliśmy do czynienia z graczami, którzy składając zlecenia kupna mieliby na uwadze dłuższy niż jedna-dwie sesje horyzont inwestycyjny. Nikomu nie przyszło do głowy, by po raz drugi zaatakować poziom luki bessy na wykresie indeksu. Jej zamknięcie byłoby podstawą do większego optymizmu, ale podaż okazała się zbyt mocna. Szybko padały newralgiczne poziomy wsparć. Poziomy zniesień, wyznaczone na bazie liczb Fibonacciego, nie stanowiły dla podaży większego problemu. Padło zniesienie 38,2-proc., później 50-proc. całego wzrostu z 1028 do 1102 pkt. Dopiero 62-proc. zniesienie, znajdujące się na poziomie 1056 pkt., zatrzymało spadek. Niestety, i to nie jest takie pewne, gdyż zjazd został przerwany przez koniec notowań. Zważywszy jednak, że przebita została linia trendu wzrostowego oraz ponownie średnia krocząca, można sądzić, że to nie koniec spadków.
Jest jeszcze niewielka nadzieja dla byków. Nie może bowiem ujść uwadze, że sesja zakończyła się dokładnie na poziomie linii szyi odwróconej formacji głowy i ramion. Jest to wsparcie, które mogłoby zatrzymać spadki. Mogłoby, ale są na to małe szanse, gdyż sesja zakończyła się na poziomie swojego minimum, a to raczej nie zapowiada wzrostów. Wygląda więc na to, że będziemy wkrótce po raz kolejny testować poziom lipcowego i wrześniowego dołka na 1025 pkt.
Kamil Jaros
PARKIET