U nas więc można było zapomnieć o jakiekolwiek poprawie. Indeks zaczął powoli opadać. Tuż przed południem rynek wszedł w stabilizację, w której wytrwał dwie godziny. Kolejne osłabienie miało miejsce po publikacji gorszych danych z USA (liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych, rozpoczęte budowy domów, zezwolenia na budowy domów), nie było jednak znaczące. Końcówka sesji przyniosła lekką poprawę. WIG20 zakończył tam gdzie zaczął - 1073 pkt, 0,0%. Obrót na całym rynku był zbliżony do wczorajszego - 181 mln zł. Ze spółek wyróżniał się dzisiaj Prokom - zanotował trzeci z rzędu spadek przy bardzo wysokim obrocie (najwyższy wolumen od 16 miesięcy). Kolejny znaczny wzrost zanotowała Grupa Onet (+16,1%).

Ostatnie sesje przypominają nieco sytuację z drugiej połowy maja. Wtedy również rynek zachowywał się bardzo mocno na tle giełd zachodnich. Ta względna siła jednak szybko jednak zniknęła kiedy na światowych rynkach rozpoczęła się nowa fala spadków. Obecnie najwięksi inwestorzy na naszym rynku najprawdopodobniej liczą na zakończenie zniżek w USA na poziomie lipcowych minimów. Ponieważ do tych poziomów droga już niedaleka, niektórzy zapewne uznali, że warto podjąć ryzyko i zagrać pod średnioterminowy zwrot (w górę) w USA. I o ile spadki istotnie zakończą się w najbliższych dniach strategia taka może okazać się bardzo dobra. Jeżeli jednak dojdzie do pogłębienia minimów sprzed dwóch miesięcy nasz rynek może stać się liderem spadków. Moim zdaniem większe szanse na realizację ma negatywny scenariusz.

Technicznie niewiele się zmieniło. WIG20 wciąż znajduje się w połowie drogi między istotnym oporem (1118 pkt) a wsparciem (1027 pkt). O tym, w którym kierunku indeks podąży na najbliższych sesjach zadecyduje wybicie z obszaru 1065 - 1082 pkt (podstawa białej świecy z poniedziałku oraz dolne ograniczenie wczorajszej luki bessy). Zachowanie wskaźników technicznych jak i układ średnich kroczących zwiększa prawdopodobieństwo wybicia dołem.