WIG20 od blisko 2 miesięcy porusza się w trendzie bocznym pomiędzy 1040-1160 pkt., a od blisko 2 tygodni ten przedział zawęził się do 1065-1115 pkt. Dlatego trudno jest odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie o przyszłość koniunktury w krótkim terminie. Wariant pesymistyczny zakłada, iż z końcem sierpnia rynek wszedł w nową falę bessy, a kilkusesyjne odbicie z początku września było ruchem wtórnym wobec pierwszego impulsu spadkowego. Jednak dopóki nie zostanie przełamane wsparcie przy 1065 pkt. istnieje szansa na pokonanie 1115 pkt., co otwierałoby drogę do ataku na 1160 pkt. Ze względu na nastroje na światowych giełdach bliższy jest mi ten pierwszy wariant. Nawet silne zachowanie rynku w końcówce ubiegłego tygodnia nie wpłynęło na poprawę obrazu rynku. Znajdujemy się mniej więcej w połowie węższego trendu bocznego, a piątkowy kłopot z zasłonięciem luki bessy z minionej środy sygnalizuje, że dalsze wzrosty nie przyjdą bykom zbyt łatwo.

I tak nienajlepsze nastroje na zagranicznych giełdach komplikuje wynik wyborów w Niemczech, gdzie rządząca socjaldemokracja wychodzi osłabiona. To może utrudnić wychodzenie z gospodarczego dołka, ale też może wpłynąć na terminarz rozszerzenia UE. Przecież czasu do zakończenia negocjacji nie zostało już wiele. Warto przy tym pamiętać, że w połowie października odbędzie się referendum w Irlandii w sprawie przyjęcia Traktatu z Nicei. Kolejne jego odrzucenie to odłożenie przyjęcia nowych krajów do Unii przynajmniej na pół roku. To zostałoby źle odebrane przez rynki.