Zresztą już po kilkudziesięciu minutach indeksy przeszły na plusy. Jedynym powodem takiego zachowania było duże wyprzedanie rynków i oczekiwania na odbicie w USA. Pewnym pretekstem były dane dotyczące niemieckiej gospodarki - wskaźnik Ifo (obrazujący nastroje wśród przedsiębiorców), chociaż spadł kolejny miesiąc, był zgodny z oczekiwaniami analityków. Po publikacji tego wskaźniki na rynkach Eurolandu zagościł już powszechny optymizm a indeksy notowały 3-proc. wzrosty.
W takiej sytuacji nasz rynek nie miał większego wyboru. WIG20 po symbolicznym spadku na otwarciu (o 0,07%) aż do południa piął się do góry (do 1073 pkt). Później tradycyjnie doszło jdo stabilizacji, której nie przerwała nawet decyzja RPP (obniżka wszystkich stóp o 50 pkt bazowych). Do końca sesji niewiele się zmieniło, zarówno w Europie jak i u nas. WIG20 zakończył wzrostem o 2,0%, do 1074 pkt. Obroty nie potwierdziły zwyżki - spadły do 113 mln zł, czyli o jedną trzecią w porównaniu z wczorajszą sesją (były jednocześnie niemal dwukrotnie niższe od średnich z ostatniego tygodnia). Najmocniej zwyżkowały spółki, które w ostatnich dniach najbardziej straciły na wartości - Elektrm i Netia.
Pomimo znacznego wzrostu i utworzenia na wykresie WIG20 wysokiej białej świecy sesji nie można odbierać zbyt pozytywnie. Poziom obrotów pokazuje bowiem, że wzrost był możliwy tylko dzięki niskiej aktywności strony podażowej. W krótkim terminie wciąż najistotniejsze dla naszego rynku jest zachowanie parkietów zachodnich. Można przypuszczać, że nawet w sytuacji mocnego odbicia na zachodzie reakcja u nas będzie niewielka. Za to kiedy zachód powróci do spadków, u nas możliwa będzie zniżka w okolice 1000 pkt.