Zarówno CAC, jak i DAX w ciągu dnia dotarły do połowy poniedziałkowej czarnej świecy, ale po południu miały już problemy z utrzymaniem zwyżki. To nie jest dobra rekomendacja dla strony popytowej. Z utworzonych wcześniej formacji wynika, że z obecnych poziomów te indeksy powinny spaść o dalsze 15-20%, by można mówić o trwalszym ociepleniu klimatu inwestycyjnego.
Te pesymistyczne przewidywania zdają się potwierdzać inne wskaźniki, które albo dopiero rozstrzygnęły sprawę kontynuacji bessy, albo jeszcze przed taką decyzją stoją. Do pierwszej grupy zaliczam przede wszystkim Nasdaq, który pokonał poziom 1200 pkt., a przez ostatnie dwie sesje wykonywał ruch powrotny w jego kierunku. Przypomnę, iż z wysokości formacji głowy z ramionami wynika spadek przynajmniej do 1090 pkt. Nie widać powodów, aby tak się nie stało. We wtorek lipcowy dołek nieznacznie naruszył DJIA, co pozostawia bykom pewną nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone. Wystarczy jednak spojrzeć na serię wrześniowych czarnych świec, by nie mieć wątpliwości, że przełamanie tego wsparcia to tylko kwestia czasu (raczej niedługiego). Na pierwszej sesji tego tygodnia z minimum sprzed 2 miesięcy rozprawił się FT-SE 100. Środowe maksimum wyrównało tę wartość, więc ruch powrotny można uznać za zakończony i na kolejnych sesjach należy spodziewać się powrotu zniżek.
Jedynym indeksem, który utrzymuje się ponad lipcowym dołkiem, jest S&P500. Trudno liczyć na to, iż będzie on wyjątkiem w tym gronie. Spadek poniżej zamknięcia z 5 sierpnia zaprasza niedźwiedzie do ataku na 798 pkt. Jeśli skorzystają one z tego zaproszenia, przecena powinna się utrwalić, a nawet może dojść do jej przyspieszenia na wzór tego, co stało się po przełamaniu wsparcia na DAX-ie.
Krzysztof Stępień
PARKIET