Chyba najbardziej ciekawe w tym tygodniu było zachowanie obrotów. W ujęciu tygodniowym osiągnęły one najniższy poziom od początku maja. Z reguły tak istotny spadek aktywności inwestorów towarzyszył kształtowaniu lokalnego minimum notowań i poprzedzał, co najmniej kilkuprocentowy ruch indeksu WIG20 w górę. Tak było właśnie na początku maja oraz w ostatnim tygodniu grudnia ubiegłego roku. Tak może być też i tym razem.

Za takim scenariuszem przemawiają przede wszystkim aspekty analizy technicznej. WIG20 w ostatnich dniach utrzymał się powyżej lipcowo - wrześniowych dołków koniunktury (1040 pkt). A to wśród wielu inwestorów może zrodzić nadzieję, że indeks niżej już w tym roku nie spadnie. Takie nadzieje mogą okazać się wystarczającym impulsem dla poprawy notowań na najbliższych sesjach. Tym bardziej, że w świadomości wielu inwestorów październik jawi się jako miesiąc poważniejszych zwrotów na rynku.

Powinno temu też sprzyjać zachowanie rynków zagranicznych. Opublikowane w ostatnich dwóch dniach, lepsze od oczekiwań, dane makroekonomiczne w USA (stopa bezrobocia, indeks aktywności sektora usług oraz zamówienia przedsiębiorstw) mogą stać się pretekstem do wzrostów w następnym tygodniu. Pewne odreagowanie amerykańskiemu rynkowi się należy, choćby dlatego, że skala spadku indeksu S&P500 w całym trzecim kwartale była najwyższa od krachu w 1987 roku.

Niestety na trwalszą poprawę koniunktury nie można jeszcze liczyć. Nie uprawnia do tego ani sytuacja gospodarcza ani wyniki finansowe spółek. Istotnym czynnikiem zagrożenia w krótkim terminie jest też możliwość wojny w Iraku. W przypadku naszego rynku dochodzą jeszcze wybory samorządowe. Przed ich zakończeniem na silniejsze wzrosty raczej nie ma co liczyć.