To zaowocowało zepchnięciem indeksu o 8 pkt. w dół. Trudno jednak mówić, by to cokolwiek zmieniało obraz rynku, ale ze względu na duże obroty w porównaniu z poprzednimi sesjami (blisko 60 mln zł) można spodziewać się interesującego sygnału z dzisiejszej sesji.
W takiej atmosferze, jaka obecnie panuje na światowych giełdach, wysokie otwarcie jest zastanawiające i skłania do podejrzeń, że zostało ustalone po to, by w dalszej części notowań dystrybuować akcje. Te podejrzenia będą napierać realnego kształtu, gdy WIG20 spadnie poniżej 1053 pkt., co oznaczać będzie, że kolejny test tego oporu znów może się nie udać. To zaś powinno wzmocnić podaż na rynku, a wtedy wszystko będzie możliwe. Wszak kluczowe wsparcie jest tylko około 10 pkt. niżej. Już wiele razy na naszym rynku tak się zdarzało, że po przełamaniu ważnego wsparcia na światowym indeksie, czekaliśmy na ruch powrotny, by na nim wysoko zaczepić rynek i wyprzedawać akcje.
Warto też zauważyć, iż po przebiciu się DAX-a poniżej lipcowego dołka, nasz rynek nie zdołał podnieść się w górę. Tak samo było na wiosnę, gdy światowe giełdy wybijały się z kilkumiesięcznych konsolidacji. Obroniliśmy się jeszcze kilka dni i gdy tam doszło do odbicia u nas uwolniła się większa podaż.
Poczekamy zobaczymy. Na razie nie ma powodów, by zmieniać ton komentarza na bardziej optymistyczny.
Krzysztof Stępień