Zarobić pieniądze nie było trudno. Jeśli chodzi o miesiąc październik to w Polsce upływa on raczej w sennej atmosferze, a na poszczególnych sesjach trzeba doszukiwać się spółek liderów, aby nie usnąć z nudów. Hen dawano, dawno temu decydenci polskiego rynku kapitałowego twierdzili, że nasz rynek jest zbyt nerwowy i przydałyby się stabilizatory w postaci funduszy emerytalnych i inwestycyjnych. Odpowiednie regulacje prawne dość szybko doprowadziły do ich powstania. Szkoda tylko, że nikt tam na górze nie przewiedział, że zamiast efektu stabilizacji nasza giełda wejdzie w stan całkowitego znieczulenia i śpiączki, z której, jak widać, trudno ją wybudzić. No chyba, że na białym koniu z zagranicy przyjedzie SUPERANESTEZJOLOG. Póki co nie nadjeżdża. Te polskie fundusze inwestycyjne, które mogły już wcześniej inwestować za granicą, dość szybko przekonały się o brutalnej sile niedźwiedzi przynosząc straty w wysokości ok. 30%. Tam sobie chłopcy nie porządzą - to nie GPW.
Tymczasem na rynkach zagranicznych Pan Niedźwiedź szaleje na całego. Niemieccy inwestorzy przy okazji święta piwa - Oktoberfest - w obszernych, pięciolitrowych kuflach topią smutki z powodu straty gruntu pod nogami przez indeks DAX. Oczywiście tylko ci, którzy nie pamiętali o żelaznej regule październikowego krachu. Po drugiej stronie stołu inni, którzy wiedzą, że Oktoberfest spędza się w towarzystwie Niedźwiedzia, kolanem dociskają walizkę pieniędzy, jaką ostatnio udało im się zarobić na oberwaniu DAXA. W amerykańskich pubach sytuacja wygląda bardzo podobnie: na środku parkietu radośnie pląsa niedźwiedź Nasdaq, tańcząc swoją solówkę w rytm muzyki serwowanej przez słynnego DJ'a z Wall Street, zwanego w skrócie DJIA. Aż ciśnie się na usta hymn: "God save the Bear! " A może jednak beer?
Cieszę się, że ostatnia liberalizacja polskiego prawa dewizowego zbiegła się możliwością szybkiego powiększenia portfeli na rynkach zagranicznych - oczywiście przy pomocy pozycji krótkich i instrumentów pochodnych zorientowanych na spadek. Tam stosunkowo łatwo przewidzieć emocjonalne zachowanie inwestorów i kierunek trendu. Teraz pojawia się kolejny problem: kiedy dokonać flippingu (szybka zmiana całej pozycji na odwrotną. Np. inwestor posiadający 100 kontraktów w pozycji krótkiej, kupuje w jednym zleceniu 200 kontraktów, co prowadzi od pozycji netto 100 kontraktów w pozycji długiej). Ale to już osobny problem. Polowanie na październikowy dołek trwa!!!
W Polsce sesja zaczęła się normalnie: spadek cen na Wall Street wywołał oczywiście wysokie otwarcie na GPW i to dokładnie przy poziomie oporu 1060 punktów na Wigu20. Po spadku do poziomu wsparcia przy 1046 punktów rozpoczął się etap marazmu: indeks próbował wybić się w górę, ale robił to tak anemicznie, że żal było patrzeć! Litości!!! - wołają zrozpaczeni inwestorzy. Wydaje się, że chyba już wszyscy mają dość tej naszej stabilizacji i wolą "nerwowość" rynków amerykańskiego czy też niemieckiego, pamiętając o tym, że to zdecydowane trendy wzrostowe czy też spadkowe oznaczają zarabianie pieniędzy, a nie najdłuższy trend boczny chociażby był doskonale piękny, a rynek idealnie stabilny!
Należy jednak podkreślić wzrost wolumenu obrotu, jaki obserwowaliśmy przynajmniej w pierwszej części sesji. Liderem parkietu zostało Pekao SA w towarzystwie PKN Orlen i Telekomunikacji. Aprecjacja TP SA, która nastąpiła w ostatnich minutach sesji stwarza pewną szansę na wybicie w czasie jutrzejszych notowań.