Znacznie ciekawiej jest na zagranicznych giełdach. Wczoraj Nasdaq próbował przebić się ponad 1322 pkt., ale mu się to nie udało. Obroty były większe, niż dzień wcześniej, co pokazuje, że popyt zmobilizował znaczne siły, a i tak nie odniósł sukcesu. W tej sytuacji niewykluczone jest, że czwartkowe notowania stanowią wstęp do większej przeceny. DJIA od 4 dni znajduje się na tej samej wysokości, co również wskazuje na trudności z kontynuacją wzrostów. Wczorajsze odbicie w Eurolandzie nie było na tyle duże, by zanegować negatywne wrażenie z sesji z początku tygodnia. Dziś od rana wróciły zniżki, co sugeruje, że to podaż teraz ma kontrolę nad tymi rynkami.

Po okresie posuchy zaplanowano na dziś w USA publikację ważnych danych makro. O 14.30 poznamy zamówienia na dobra trwałego użytku za wrzesień. Mają one spaść według szacunków analityków o 1,9-2,5%. Ze względu na dużą zmienność tych danych ważniejszy może się okazać kolejny odczyt indeksu nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan. Ma on być trochę lepszy, niż wstępne informacje. I lepiej dla rynków, by tak było, bo przecież wstępny odczyt był niemiłym zaskoczeniem i pokazał znaczny spadek indeksu. O 16.00 napłynie też raport z rynku nieruchomości, ale póki co obawy o zatrzymanie hossy w tym segmencie gospodarki nie potwierdzają rzeczywiste dane. Co prawda, w poszczególnych miesiącach napływające wiadomości rozczarowywały, ale nie można jeszcze mówić o jednoznacznej tendencji.