To bardzo zachęcający scenariusz, ale do końca nie wiadomo, czy zostanie on wypełniony. Nastawienie inwestorów jest dość optymistyczne (wnioskując z tonu większości komentarzy). To wbrew pozorom nie jest dobry znak, gdyż pozwala przypuszczać, że ci, którzy mieli akcje kupić już to zrobili. Do tego martwi szerokość październikowych wzrostów, która niestety nie była duża. Dobrze to widać na wykresie indeksów cenowych naszego rynku, które nie oddaliły się zbytnio od ostatnich dołków. Również indeks cenowy sektora bankowego nie wygląda tak atrakcyjnie, by na jego podstawie można prognozować dalsze zwyżki. Ten obraz uzupełniają fundamentalne podstawy wzrostów, a właściwie ich brak. Wiara w to, że ostatni kwartał jest dobry dla posiadaczy akcji może wystarczyć do krótkotrwałego zrywu, ale nie do ukształtowania porządnego trendu.
Z drugiej strony brak jest negatywnych czynników, które mogłyby zepchnąć nasz rynek mocniej w dół. Na świecie atmosfera jest nadal niezła, choć w zasadzie w każdej chwili może dojść do większej przeceny. Wygrana Luli w wyborach prezydenckich w Brazylii nie robi większego wrażenia, choć w dłuższej perspektywie niesie ze sobą element ryzyka. Z możliwością ataku na Irak też inwestorzy się już pogodzili. U nas największe spółki w drugim tygodniu listopada będą publikować wyniki za III kwartał, więc obecny tydzień będzie przygotowaniem rynku do tych wyników.
W sumie, krótszy o 1 sesję tydzień, może być nudny i przynieść dalszą konsolidację notowań w przedziale 1136-1162 pkt. Przekroczenie którejś z tych wartości będzie sygnałem do większego ruchu.