Zetki rozpoczęły 10 pkt. nad czwartkowym zamknięciem. Okazało się, że czwartkowa wyprzedaż akcji TPS była przeprowadzona nieco na wyrost i można było liczyć na odbicie na tej spółce. Skoro ona przewodziła spadkom na całym rynku, to teraz można było sądzić, że z nią będzie odbijał cały rynek. Póki nie ruszyły notowania na rynku akcji wszystko szło świetnie. Gdy ruszyły, coś zaczęło się psuć. Nie było już widać tego porannego optymizmu. Ceny zaczęły się osuwać. Najpierw pod poziom otwarcia, później pod poziom zamknięcia poprzedniej sesji, w końcu poniżej minimum poprzedniej sesji. Ostatecznie spadki sprowadziły ceny kontraktów w okolice strefy wsparcia 1128-1134 pkt.
Mamy zatem za sobą drugą próbę wzrostu i to drugą próbę nieudaną. Dwukrotnie popyt starał się wydźwignąć ceny nad poziom średniej kroczącej i dwukrotnie się to nie udało. Ba, próby wyjścia w górę były tak słabe, że nawet nie osiągnęły pierwszego oporu (1168 pkt.), a co dopiero mówić o próbie jego testu. Kogo w takim razie mają się bać niedźwiedzie, skoro mała potyczka już wykończyła popytową stronę rynku? Czarna świeca na wykresie dziennym, bliska zakończenia formacja głowy i ramion (brakuje jeszcze pokonanej linii szyi), spadająca średnia krocząca. To są argumenty za spadkami. Na razie jedynym argumentem za wzrostem jest obrona wsparcia. Nie wiem tylko, czy byki w poniedziałek będą jeszcze go posiadać. W piątek zabrakło tylko 5 pkt. do zejścia lawiny.
Kamil
Jaros
PARKIET