Tym samym znaleźliśmy się na najwyższym poziomie od stycznia 2000 roku. Trudno właściwie znaleźć bezpośredni zapalnik dzisiejszego gwałtownego wzrostu. Wydaje się, iż wciąż sporą rolę odgrywa tu zwiększenie geopolitycznego napięcia na świecie, związane choćby ze wznowieniem programu jądrowego Korei Północnej czy twardymi wypowiedziami Rumsfelda pod adresem Iraku. Dołożyły się do tego pogłoski z Chin o zamianie części rezerw dolarowych tamtejszego banku centralnego na euro - to wystarczyło, by uruchomić falę zleceń typu stop loss i wywindować kurs aż do 1.0260. Druga część dnia przyniosła jednak ochłodzenie nastrojów, któremu trudno się nawet dziwić. Wielu inwestorów ma z ostatnich kilku dni bardzo przyzwoite zyski z długich pozycji w EUR/USD, wypatrują więc tylko jakiegoś pretekstu, by zgarnąć zarobione pieniądze ze stołu. Być może znajdą go w publikowanym dziś nieco przed godz 16:00 indeksie zaufania Uniwersytetu w Michigan - oficjalne oczekiwania mówią o delikatnym wzroście do 85,0 punktów.
Na krajowym rynku walutowym mamy dziś do czynienia z kolejną falą umocnienia złotego. Szczególnie rano było to dobrze widoczne, kiedy kurs USD/PLN tąpnął do poziomu 3.8730. Znalazł się tym samym w pobliżu listopadowego minimum, co od razu spowodowało uaktywnienie popytu i błyskawiczne odbicie o 2 grosze. Wzrostowej korekcie pomogły niewesołe wieści z Kopenhagi - poranna tura negocjacji nie przyniosła śladu porozumienia między stronami. Dodajmy jednak, iż również dziś padła ważna wypowiedź z ust niemieckiego kanclerza, który za sytuacje "nie do pomyślenia" uznał rozszerzenie Unii bez Polski. Pozwala to mieć nadzieję, iż najpóźniej w niedzielę dojdzie jednak do szczęśliwego finału, co w rezultacie przyczyni się w przyszłym tygodniu do dalszej aprecjacji złotego.