Notowania zostały zdominowe przez nienajlepszą atmosferę na giełdach zachodnich i oczekiwania na efekty szczytu w Kopenhadze, który do końca sesji trzymał inwestorów w niepewności. Tylko do południa ruchy były nieco żywsze - po nieudanym ataku na czwartkowe minimum udało się odrobić część strat, ale później indeks utknął w kilkupunktowej konsolidacji. Pod koniec dnia byki spróbowały jeszcze raz wyrwać rynek z marazmu, a pretestem stały się informacje o możliwości otrzymania przez Polskę dodatkowych środków. Pomimo sporej dynamiki zrywu i naruszenia poprzedniego zamknięcia nie udało się jednak utrzymać rynku na plusie. O skali niezdecydowania świadczy niski poziom obrotów, które wyniosły zaledwie nieco ponad 110 mln zł i były najniższe od 20 listopada br.
W takiej sytuacji trudno też wskazać spółki, które by wyraźniej wyróżniły się na tle rynku. "Najcięższe", jak TPSA, PKN, czy Pekao zanotowały umiarkowane spadki, a największe obroty tradycyjnie już towarzyszyły akcjom pierwszej z nich. W miarę ciekawie zachował się sektor bankowy, w którym dało się zauważyć sporą polaryzację zainteresowania inwestorów. O ile na przykład Pekao i BZWBK straciły na wartości, to dość mocny popyt pojawił się chociażby na BRE i BPHPBK.
Obecna próba zahamowania przeceny nie zmienia zasadniczo obrazu rynku, w którym w dalszym ciągu przewaga należy do niedźwiedzi. Pozytywne dla naszego kraju zakończenie szczytu w Kopenhadze może wprawdzie sprowokować odbicie, ale na większe wzrosty trudno w związku z tym liczyć. W perspektywie kolejnych dni decydującą rolę powinna znowu mieć sytuacja na giełdach światowych, a ta ostatnio nie pozwala by optymistycznie patrzeć w najbliższą przyszłość. Podobnie wygląda sytuacja biorąc pod uwagę, że stosunkowo blisko mamy silne opory (np. przebita linia październikowych wzrostów na poziomie ok. 1217 pkt.), nie pozostawiające wiele miejsca na zwyżkę.