z października br. To elementy świadczące o pogłębiającej się słabości popytu i nie pozwalające na większy optymizm jeśli chodzi o najbliższe perspektywy rynku.
W końcówce notowania zdominował szczyt UE w Kopenhadze i pomimo nerwowej atmosfery w jakiej upływał oczekiwania na pozytywny efekt naszych negocjacji przeważyły. Był to jeden z ważniejszych elementów dzięki którym udało się zahamować spadki w okolicach 1182 pkt. Poziom ten znajduje się w obrębie kolejnego z potencjalnych obszarów wsparcia rozciągającego się w strefie ok. 1175-1186 pkt., a wyznaczonego przez połowę białej świecy z 21 listopada oraz 38.2% zniesienia krótkoterminowej fali zwyżkowej. Dolne cienie ostatnich dwóch świec potwierdzają obronę tej bariery, ale trudno uznać je za przesłankę zapowiadającą większą poprawę koniunktury w najbliższym okresie. O ile bowiem jeszcze w czwartek wzrostowi towarzyszyło zwiększenie obrotów to już na zamknięciu znacznie się one zmniejszyły co sugeruje, że potencjał byków nie jest duży. Efekt szczytu w Kopenhadze może wprawdzie sprowokować kolejne odbicie w najbliższych dniach, ale trudno oczekiwać by był to impuls dla trwalszej zwyżki. W obecnych warunkach takie właśnie rozwiązanie wydaje się być już zdyskontowane w cenach i znowu główną rolę powinna zacząć odrywać koniunktura na giełdach światowych, a zwłaszcza za oceanem. Tu zaś z kolei atmosfera nie daje obecnie powodów do zbytniego optymizmu. Jest więc dość prawdopodobne, że ewentualny wzrost może zakończyć się już w okolicach wspomnianej linii wzrostów z października biegnącej aktualnie na wysokości ok. 1220 pkt. Tuż powyżej, bo na poziomie ok. 1223 pkt. znajduje się także 50% zniesienia ostatniej przeceny wzmacniające wagę powyższego oporu. Jak na razie nie ma więc wiarygodniejszych powodów by traktować zwyżkę inaczej niż jako ruch powrotny w kierunku tych ograniczeń. Podejście to unieważnić może dopiero powrót powyżej, ale w najbliższych dniach szanse na to nie są zbyt duże.
Niezbyt dobre perspektywy indeksu potwierdza również ujęcie tygodniowe. Tutaj największe znaczenie ma formacja spadającej gwiazdy z poprzedniego tygodnia, zapowiadająca odwrócenie trendu wzrostowego. Zamknięcie poniżej minimum tego układu i czarna świeca na wykresie zwiększają ryzyko, że będzie ona skuteczna.
Powyższy scenariusz zdaje się też potwierdzać obecny układ większości wskaźników. Za możliwością odbicia przemawia zachowanie najszybszych dziennych oscylatorów. Przykładowo Stochastic i CCI znajdują się w strefach wyprzedania i chociaż nie jest to zdecydowana oznaka poprawy to jednak pierwszy z nich już przebił swą średnią, a drugi zmienił kierunek na wzrostowy i wkrótce powinno dojść do ataku na linie sygnału. Inny obraz rynku widać jednak jeśli uwzględnić powyższe oscylatory w układzie tygodniowym. Oba dały bowiem sygnały sprzedaży opuszczając obszary wykupienia, a wagę tych niekorzystnych wskazań zwiększają towarzyszące temu negatywne dywergencje. Słabość popytu sugerują także dzienne MACD i ROC, które kontynuują wyraźne spadki - pierwszy szybko zbliża się do poziomu równowagi, a drugi bez większych problemów już zszedł poniżej linii sygnału.
Biorąc pod uwagę powyższy obraz rynku nie ma więc powodów do zbytniego optymizmu jeśli chodzi o kierunek ruchu w najbliższym czasie. Zahamowanie spadków w ważnej strefie wsparcia może wprawdzie w następnych dniach dać pretekst dla wzrostowego odbicia, ale większość z obecnych przesłanek sugeruje, że będzie to jedynie kilkusesyjne odreagowanie. Na większą zwyżkę nie pozostawia wiele miejsca bliskość silnych oporów, a zwłaszcza przebitej linii wzrostów z października br. Uwzględniając takie elementy jak sytuacja w ujęciu tygodniowym czy zachowanie wskaźników, potwierdzające przewagę podaży, szanse że byki zdołają się wkrótce uporać z powyższą barierą nie są duże. Jest więc dość prawdopodobne, że w razie zwyżki będziemy mieć do czynienia z ograniczonym ruchem, po którym WIG20 powróci do spadków, a ostatnie minimum zostani