Wczoraj przez cały dzień systematycznie opadał. Trudno jednak stwierdzić, czy spadek do 1147 pkt. wyczerpał już potencjał spadkowy rynku, przynajmniej w krótkim terminie. Sytuacja na zagranicznych giełdach jest mało ciekawa. I nie chodzi tylko o Euroland z wybijającym się w dół z dwumiesięcznej konsolidacji DAX-em, ale też o rynki na Węgrzech i w Czechach, które również są słabe. Wydaje się, iż podaż ma szansę zostać tymczasowo przyhamowana dopiero w pobliżu 1135 pkt., choć w trendzie spadkowym mówienie o wsparciach, które są nieprzekraczalne, jest mocno ryzykowne. Wypada raczej mówić o oporach i te są dziś zupełnie bezpieczne.

Warto dziś spojrzeć na sytuację na zagranicznych giełdach w dłuższej perspektywie, bo to, co na nich dzieje się w grudniu uprawnia do stwierdzenia o zakończeniu kolejnego odbicia w bessie przynajmniej na parkietach Eurolandu. Najgorzej wygląda londyński FTSE, któremu do wrześniowego dołka brakuje mniej, niż 200 pkt., ale niewiele lepiej jest w Paryżu. Dzisiejsza sesja we Frankfurcie znacznie zwiększa prawdopodobieństwo przyspieszenia zniżek.

U nas bardzo źle wyglądają Pekao, PKN i TP.S.A. To spółki o największym udziale w WIG20 i w największym stopniu kształtujące nastroje na całym parkiecie. Warto zwrócić uwagę na zamknięcie Tepsy, bo możliwe jest przecięcie linii średniookresowej tendencji wzrostowej, co byłoby mocnym argumentem w rękach zwolenników tezy o rozpoczęciu nowej fali bessy. Ale źle wyglądają nie tylko te walory, ale wszystkie znaczące spółki z WIG20 pokonały już linie opisujące jesienne wzrosty. Wiadomo, że w każdym trendzie są korekty, ale w takiej sytuacji nie wydaje się, by ewentualna korekta mogła wynagrodzić nas za podjęte ryzyko kupowania teraz akcji.