Wydaje się więc, że jeśli aktywność inwestorów nie poprawi się to byki nie powinny mieć problemów z utrzymaniem indeksu na plusie. Jednocześnie już na początku notowań znaleźliśmy się w pobliżu silnego oporu w strefie 1177-82 pkt., wynikającego z położenia połowy czarnej świecy z 18 grudnia i dołka z 11 grudnia. Do wybicia ponad tą barierę podażową potrzeba będzie mocniejszego popytu, którego w pierwszej godzinie sesji nie widać. Trudno oprzeć się wrażeniu, iż wzrost jest wynikiem braku podaży, co ułatwia zadanie "strojącym wystawy".

Na giełdach Eurolandu przeważają spadki, choć na najważniejszych parkietach nie przekraczają one 1%. To jednak wystarcza, by DAX znalazł się na poziomie ostatniego minimum, którego przekroczenie powinno popchnąć indeks do październikowego dołka. Spadek poniżej 2961 pkt. będzie wyraźnym znakiem, że ostatnie sesje nie były niczym innym, jak ruchem powrotnym po wybiciu w dół z dwumiesięcznej konsolidacji. Zazwyczaj na niemieckim rynku, kiedy inwestorzy orientują się, ze tak właśnie było, pojawia się mocna i zdecydowana podaż.

I taka ewentualność jest największym zagrożeniem dla utrzymania status quo na naszej giełdzie. Grudzień był słabym miesiącem dla akcji i dominacja podaży nie podlegała żadnej wątpliwości. Poniedziałkowa sesja nic tu nie zmieniła, a warto przypomnieć, że w trendach spadkowych zwyżka przy małych obrotach jest bardzo niepokojącym sygnałem. Dlatego też trudno dziś liczyć na zamknięcie ponad 1182 pkt., choć przy niskich obrotach jest szansa na niewielki wzrost.

W tej części sesji wyróżnia się Computerland z 4% wzrostem ceny. Jednak poza TP.S.A. i KGHM na żadnej spółce obroty nie przekroczyły 1 mln zł.