Faktem jest jednak, iż bardziej przyczyniły się do tego gwałtowne zmiany EUR/USD w okolicy godziny 9 niż rzeczywiste siły rynkowe operujące na rynku krajowym. Rodzimi inwestorzy tak na dobrą sprawę nie przystąpili jeszcze do handlu po okresie świątecznym. Można to częściowo złożyć na karb zupełnego braku polskich danych makroekonomicznych w ostatnich dwóch dniach bieżącego tygodnia. Dopiero w najbliższy poniedziałek będzie miała miejsce aukcja MF rocznych bonów skarbowych i istnieje pewna nadzieja, iż podaż o wartości 1,4 mld zł zdoła choć trochę rozruszać krajowy rynek walutowy.
Wspomniany poranny ruch na EUR/USD należy uznać za bardzo ciekawy - zwłaszcza w świetle późniejszej apatii rynku w okolicy poziomu 1.0480. Notowania zaczęliśmy w pobliżu 1.0475, jednak od samego początku dało się odczuć istnienie natarczywego nawisu podażowego. W związku z początkiem roku i świąteczną przerwą w japońskiej części rynku na parkietach nie pojawił się wystarczający popyt, który byłby zdolny wchłonąć pojawiające się oferty sprzedaży europejskiej waluty. Reakcja była zatem błyskawiczna i kurs EUR/USD obsunął się poniżej dolnego ograniczenia niedawnej konsolidacji - poziomu 1.0465. Następnie seria stop lossów i EUR/USD znalazł się na 1.0430 - tu jednak płytki rynek ponownie dał o sobie znać, wskutek czego notowania dość sprawnie odbiły w pierwszym rzucie o 25 pipsów, by po godzinie dodać jeszcze następne 20.
Warto wszakże pamiętać, że dzisiaj o 16:00 opublikowany zostanie w USA ISM Index, który według rynkowych oczekiwań raczej pomoże dolarowi. Analitycy spodziewają się jego wzrostu powyżej recesyjnej bariery 50 punktów, co byłoby bardzo przyzwoitym pretekstem do zrealizowania pokaźnych ostatnio zysków z krótkich dolarowych pozycji.