Bank nie sprawił im niespodzianki i grudniowa obniżka stóp do 2.75% była najprawdopodobniej ostatnią przed ostatecznym wyklarowaniem się sytuacji geopolitycznej. Kurs EUR/USD wspiął się z samego rana na wysokość 1.0540, jednak popytowi nie udało się tej wartości utrzymać. Nie zmienia to faktu, iż wciąż znajdujemy się na najwyższym poziomie od listopada 1999 roku, a błyskawiczny wczorajszy wzrost EUR/USD z 1.0360 do 1.0530 potwierdza wyjątkową siłę długiej strony rynku. Krótkie pozycje w europejskiej walucie wciąż wydają się zatem wysoce ryzykowne. Na rynku pojawiła się dziś wypowiedź prezesa niemieckiego banku centralnego, przejawiająca spore zaniepokojenie negatywnym wpływem umocnienia euro dla konkurencyjności gospodarki Eurolandu. Przyczyniła się ona od powrotu EUR/USD w pobliże przebitego sylwestrowego szczytu na 1.0500, jednak nie sądzimy, by jej wymowa ciążyła nad rynkiem przez dłuższy czas.

Wieczorne wydarzenia na rynku międzynarodowym odcisnęły dziś wyraźne piętno na rynku krajowym. W przypadku kursu USD/PLN możemy wręcz mówić o jego tąpnięciu - z wczorajszego zamknięcia na 3.8550 obsunęliśmy się aż o 3 grosze. Potem rynek próbował jeszcze wyjść powyżej 3.8300, ale bez rezultatu. Należy jednak mocno podkreślić, iż złoty osłabił się de facto w stosunku do poziomów notowanych jeszcze kilka dni temu. Odchylenie od dawnego parytetu NBP spadło z niedawnych 8.80% do 8.10%, co kłóci się nieco z wczorajszym - zakończonym sporym sukcesem - przetargiem obligacji skarbowych. Niewykluczone jednak, iż część inwestorów zagranicznych wystraszyła się kolejnej afery korupcyjnej na polskiej scenie politycznej (Miller - Agora - Rywin). Poważnego osłabienia złotego pewnie z tego nie będzie, ale do krótkoterminowej realizacji zysków pretekst znalazł się znakomity. Skutki stały się najbardziej widoczne w przypadku EUR/PLN, który dotarł dziś do najwyższego poziomu od października ub.r.