W dalszym ciągu w największym stopniu giełdową koniunkturę determinuje niebezpieczeństwo wojny w Iraku. A w sytuacji kiedy w USA nie dopływają dobre informacje z gospodarki, koniunktura giełdowa jest w opłakanym stanie. Niestety ryzyko konfliktu zbrojnego w Iraku jest obecnie wysokie. W dużej mierze znajduje to już jednak odzwierciedlenie w cenach akcji. Na pewno ogromnym zaskoczeniem i pozytywnym impulsem dla rynków byłby brak wojny. Na razie to scenariusz mało prawdopodobny. Gdyby się jednak zmaterializował, można by oczekiwać silnego, choć krótkotrwałego wzrostu.

Bolączką naszego rynku jest sektor bankowy. Większość ruchów na rynku rozpoczyna się właśnie od tej branży. Niestety banki w ostatnich tygodniach zachowują się kiepsko. To przede wszystkim efekt obaw o wyniki finansowe za czwarty kwartał. Można zatem przypuszczać, że do momentu publikacji tych wyników trudno będzie o istotniejszą poprawę notowań w tym sektorze. W takiej sytuacji trudno też oczekiwać aby szeroki rynek ruszył mocniej w górę.

Obecnie ważnymi poziomami dla indeksu WIG20 są 1100 pkt i 1140 pkt. Przełamanie jednego z tych ograniczeń zapoczątkuje odpowiednio kolejną falę spadków bądź silniejszy wzrost. O kierunku wybicia zadecyduje rozwój sytuacji na rynkach zagranicznych. Dzisiejsze lepsze od oczekiwań dane makro z USA (wydatki konsumentów i aktywność w przemyśle) stwarzają szanse na ruch WIG20 do 1140 pkt na poniedziałkowej sesji. W perspektywie kilku dni bardziej prawdopodobne jest pokonanie 1100 pkt. Nawet jednak w tym pesymistycznym scenariuszu nie należy obawiać się głębokiej przeceny. Na poziomie ubiegłorocznych minimów (WIG20 na 1040 pkt) można spodziewać się uaktywnienia dużego popytu. Trzeba też pamiętać, że obecne spadki w dużej mierze mają charakter emocjonalny. Informacje ze spółek czy sytuacja gospodarcza do znacznego pesymizmu nie skłania.