Dobrą pożywką dla takiego rozwoju sytuacji okazały się informacje o wzmacniającej się opozycji w kręgach NATO, zmierzającej do uniknięcia wojny z Irakiem. Ostatnie paniczne momentami spadki dolara na światowych parkietach uzasadniano nieuchronnością zbrojnego konfliktu, co przy obecnych wątpliwościach prowadzi do zdecydowanej realizacji zysków przez posiadaczy krótkich dolarowych pozycji. Doprowadziło to do spadku EUR/USD z porannych maksimów na 1.0730 do 1.0670 i dopiero tutaj pojawił się istotniejszy popyt na walutę europejską. Wydaje nam się jednak bardzo prawdopodobne przedłużenie porannego spadku na następne dni.

Na rynku krajowym mieliśmy natomiast do czynienia z odreagowaniem ostatnich spadków złotego. Kurs EUR/PLN z niedawnych poziomów w okolicach 4.1700 obniżył się do 4.1200 (czemu jednak wydatnie przysłużył się niski EUR/USD), zaś USD/PLN spadł z 3.8750 do 3.8550. Inwestorzy przetrawili już zapał wicepremiera Kołodki do osłabiania złotówki drogą interwencji walutowych, co przyszło im tym łatwiej, iż rzecznik resoru nie chciał zdecydowanie potwierdzić wczorajszych rewelacji swego szefa. Tymczasem prezes NBP tradycyjnie już zalecił rządowi przemyślenie kwestii ograniczenia deficytu budżetowego, co byłoby w jego opinii najlepszym sposobem na zmniejszenie presji aprecjacyjnej na krajową walutę. Chodzi tu naturalnie o to, by zlikwidować podbijanie przez rząd rynkowych stóp procentowych, których wysoki poziom jest podobno jednym z głównych czynników napędzających popyt na nadwiślańską walutę. Popyt ten jednak - tak czy inaczej - wyraźnie w ostatnich tygodniach zelżał, co powinno doprowadzić naszym zdaniem do rychłego testowania przez kurs USD/PLN okolic 3.8900.