Poranna fala aprecjacji euro zakończyła się nieznacznie powyżej 1.0800 - dopiero tutaj do większości inwestorów dotarło, iż tak naprawdę nic nie uległo od wczoraj zmianie w zakresie polityki i makroekonomii, zatem tak silny nocny wzrost będzie ciężki do utrzymania. Od tej chwili rozpoczęło się spokojne oczekiwanie na publikację pierwszych w tym tygodniu danych - sprzedaży detalicznej i liczbie nowych bezrobotnych. Na rynku pojawiła się w pewnym momencie pogłoska o bardzo dobrej sprzedaży, co było bezpośrednią przyczyną obsunięcia się kursu EUR/USD w okolice 1.0760. O 14:30 okazało się, iż zwłaszcza wartość sprzedaży nie obejmująca samochodów odnotowała istotniejszy wzrost, co pogłębiło spadek euro do 1.0750. Tu doszli do głosu inwestorzy hołdujący zasadzie "kupuj pogłoski sprzedawaj fakty", co doprowadziło do stadnego pokrywania krótkich pozycji i skokiem kursu ponownie w okolice porannych szczytów. Sądzimy, iż nie przyniesie to jednak nowych szczytów europejskiej waluty wobec dolara i utrzymamy się w szerokiej konsolidacji 1.0700 - 1.0800.

Na rynku krajowym jesteśmy świadkami systematycznego osłabienia polskiej waluty. Z pewnością nie bez znaczenia był wczorajszy przetarg na 20 - letnie obligacje skarbowe, zakończony spektakularną klapą. Brak istotnego popytu na polskie papiery uświadomił zagranicznym inwestorom, że może lepiej jest coraz szybciej się ewakuować z naszego rynku, aby wyprzedzić marcowe osłabienie złotówki wskutek rządowych zakupów waluty pod spłatę zadłużenia zagranicznego. Ich inwestycyjne decyzje były dziś widoczne w stabilnym wzroście kursu USD/PLN z 3.8500 na otwarciu do 3.8650 w momencie pisania tego komentarza. Jesteśmy w ten sposób na najlepszej drodze do przetestowania technicznego oporu na wysokości 3.8850.