Spowodowało to silne osłabienie złotego - odchylenie od dawnego parytetu znalazło się przejściowo nawet na poziomie 5.20%. Dopiero w okolicach godziny 14 popyt na zagraniczne waluty spasował, pozwalając na chwilowe odreagowanie do 5.50%. Jedynym pocieszeniem dla posiadaczy aktywów złotowych jest fakt niższych niż zazwyczaj obrotów, co może świadczyć o dość łatwym potencjalnie odwróceniu obecnego trendu. Z drugiej strony należałoby dlań znaleźć rozsądny pretekst, o który wydaje się obecnie niełatwo. Nad rynkiem wciąż wisi marcowa podaż rządowych złotówek (przeznaczonych pod spłatę zadłużenia zagranicznego), co dość skutecznie będzie dusiło wszelkie próby odreagowania.
Na rynku międzynarodowym mamy do czynienia z trendem horyzontalnym EUR/USD w obszarze 1.0755 - 1.0805. Poziomy kierunek trendu nie oznacza na dzisiejszej sesji jej nudnego posmaku - obserwowaliśmy kilkakrotne zmiany układu rynkowych sił, po których to popyt jak na razie wydaję się stroną dominującą. Podaż powinna jednak wiązać spore nadzieje z dwutygodniową linią trendu, opadającą na wysokości 1.0810. Sądzimy, iż ten techniczny opór może się okazać wystarczającym argumentem za powrotem spadków EUR/USD. Fundamentalnie natomiast to jednak inwestorzy grający na zwyżkę europejskiej waluty wydają się być górą. Opublikowany właśnie deficyt handlowy USA ponownie sięgnął rekordowych wartości, co świadczy o wciąż nie rozwiązanym problemie równowagi płatniczej gospodarki amerykańskiej.