Był to jednocześnie atak na jeden z najsilniejszych obecnie oporów w strefie 1126-1140 pkt., gdzie znajduje się okno bessy z 27 stycznia. Testowi temu zabrakło jednak potwierdzenia w postaci zwiększonych obrotów i w rezultacie aktywniejsza podaż jaka pojawiła się w obrębie powyższej bariery nie miała problemów z zatrzymaniem byków. Na kolejnych sesjach dominowały głównie marazm i niezdecydowanie, a indeks poruszał się w bok bez wyraźniejszego kierunku.
Obecna sytuacja w dalszym ciągu pozostaje neutralna, ale po ostatniej sesji zaczyna coraz bardziej przechylać się na stronę niedźwiedzi. W poniedziałek doszło bowiem do pokonania linii wzrostów opartej o dna z 7 i 20 lutego, która stanowiła zarazem dolne ograniczenie układu przypominającego trójkąt. To wprawdzie jedne z bardziej zawodnych układów, ale zapowiadają one kontynuację trendu, co nie jest dobrym prognostykiem na najbliższe dni. Jest dość prawdopodobne, że wkrótce WIG20 powróci w okolice ostatnich minimów na wysokości 1084 pkt., gdzie mamy też lukę hossy z połowy października ub.r. w strefie 1093-1105 pkt. To dość ważne wsparcia, a więc ich ewentualne przebicie będzie mocnym sygnałem sprzedaży otwierającym drogę dla spadków w obszar 1030-1040 pkt.
Możliwość pogorszenia sugeruje także zachowanie wskaźników, zwłaszcza w ujęciu tygodniowym. Dzienny MACD pozostał wprawdzie powyżej średniej, ale na MACD-histogram widać już oznaki wyczerpywania się potencjału wzrostów. Indykator oparty o dane tygodniowe nie pozostawia natomiast większych wątpliwości co dominacji podaży kontynuując spadki w strefie ujemnej. Podobny obraz rynku przedstawia ROC - w układzie dziennym wyhamował wzrosty, ale utrzymuje się nieznacznie ponad linią sygnału, zaś tygodniowy znajduje się w wyraźnym trendzie spadkowym. Mało klarowny jest układ oscylatorów. Przykładowo, podczas gdy dzienne Stochastic i CCI potwierdziły ostatnie osłabienie indeksu, ich tygodniowe odpowiedniki dały sygnały kupna wychodząc ze stref wyprzedania.
Biorąc pod uwagę powyższe elementy ostatni okres zwiększa groźbę dalszego osłabienia w najbliższym czasie. Jak na razie należy nadal mówić o trendzie bocznym, który potwierdza chociażby niezbyt klarowne zachowanie oscylatorów, jednak wyjście dołem z formacji trójkąta sugeruje, że atak na dolne ograniczenie horyzontu na wysokości ok. 1095 pkt. jest kwestią czasu. Sygnałem sprzedaży będzie wprawdzie dopiero sforsowanie dna na poziomie 1084 pkt., ale i ta bariera jest coraz bardziej zagrożona. Już w perspektywie kolejnych kilku dni atak taki jest dość prawdopodobny, a w razie przebicia można spodziewać się powrotu przynajmniej do minimów z lipca, września i października ub.r. w obszarze 1030-1040 pkt. Po drodze mamy jeszcze wsparcie w postaci okna hossy w strefie 1061-1075 pkt., ale szanse, iż po przebiciu wspomnianych wcześniej ograniczeń zdoła ono zatrzymać napór podaży, są niewielkie. W tej sytuacji w nadchodzącym okresie bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz zakładający przewagę spadków, choć do testu na wspomnianych dołków z zeszłego roku nie powinno jeszcze dojść.