To ożywienie popytu nie trwało jednak długo i szybko rynek zaczął się osuwać schodząc po godzinie handlu na minus. Spadki dotarły w okolice 1080 pkt., które okazały się skutecznym wsparciem wyznaczając dzienne minimum. Z tego poziomu zaraz po południu rozpoczęliśmy odrabianie strat, podążając w ten sposób śladem giełd zachodnich. Poprawie nastrojów sprzyjała też decyzja o kolejnym cięciu stóp przez RPP o 25-50 pkt. bazowych. Wskaźnik powrócił na plus, chociaż popyt nie był w stanie pokonać porannego maksimum i tuż poniżej znowu odpuścił. Ostatnie półtorej godziny handlu znowu przyniosło osłabienie, które sprowadziło WIG20 w okolice poziomu odniesienia, gdzie pozostał już do końca zamknął się lekkim minusie. Na sesji umiarkowane wzrosty notowały TPSA, PKN i Prokom, które trzymały rynek. Słabsze były natomiast banki, a do liderów spadków należały BRE, Millennium i BZWBK.

Takie notowania jak dzisiejsze nie mogą zmienić zasadniczo sytuacji. Wyczerpanie dynamiki spadków nie jest wystarczającym argumentem by mówić o mocniejszych sygnałach zbliżającego się odbicia. Bardziej należałoby to traktować jako oznakę niezdecydowania, która może wprawdzie dać pretekst dla próby odreagowania, ale szanse mocniejszego wzrostu w dalszym ciągu ogranicza napięta sytuacja międzynarodowa związana z konfliktem Irackim. Nie wydaje się by w takiej atmosferze popyt miał ochotę na większe zaangażowanie na rynku, o czym świadczy chociażby ponowne zmniejszenie obrotów potwierdzające jego cofnięcie. Od strony technicznej mamy kolejne dzienne minimum i coraz bardziej prawdopodobny staje się wkrótce atak na lukę hossy w przedziale 1061-1074 pkt., która jest praktycznie ostatnią zaporą przez minimami z lipca, września i października ub.r. Bliskość tej strefy może wprawdzie stać się pretekstem dla odreagowania, tym bardziej że rynek jest wyprzedany, ale zwyżka powinna być jedynie kilkusesyjnym niewielkim ruchem.