Dopiero po południu popyt zaczął powoli przesuwać się na coraz wyższe szczebelki, co doprowadziło ostatecznie do sforsowania bariery kilkudniowej spadkowej linii trendu - opadającej na wysokości 1.0805. Fale zleceń typu stop loss ułatwiły błyskawiczną zwyżkę w kierunku następnego oporu, ulokowanego na 1.0840. Wyraźny niedostatek fundamentalnego uzasadnienia dla tego ruchu dość szybko jednak dał o sobie znać, czego efektem stał się równie prędki powrót EUR/USD do wspomnianej linii trendu. Wówczas rozpoczęło się oczekiwanie na dane makroekonomiczne z USA, publikowane tradycyjnie o 14:30. Wymowa danych była mieszana - zamówienia na dobra trwałego użytku wzrosły w styczniu o 3,3%, co okazało się wynikiem znacząco lepszym od oczekiwań. Jednak płynący z nich optymizm został nieco przygaszony tygodniową liczbą nowych bezrobotnych, ponownie wyższą od istotnej dla ekonomistów wartości 400 tysięcy. Po krótkotrwałej rozterce inwestorzy zdecydowali się jednak na powiększenie długich pozycji w dolarze, co sprowadziło notowania EUR/USD poniżej porannych minimów na 1.0775.

Na rynku krajowym uczestniczyliśmy dziś w niezwykle spokojnej sesji. Kurs USD/PLN znajdował się w delikatnym trendzie wzrostowym, który wyniósł go z 3.8830 do 3.8940. Wyraźna trudność w zdobywaniu kolejnych punktów pochodzi najprawdopodobniej ze znajdującej się tuż wyżej - na poziomie 3.9050 - trzymiesięcznej spadkowej linii trendu. Korzystając z jej bliskości podaż stała się aktywniejsza niż dotychczas i niewykluczone, iż już w najbliższych dniach będzie ją stać na doprowadzenie do silniejszej korekty zwyżki USD/PLN z ostatniego miesiąca. Jedynym potencjalnym zagrożeniem dla takiego scenariusza wydaje się podaż złotówek ze strony polskiego rządu, który już niedługo będzie musiał kupić na rynku waluty w celu spłaty części zagranicznego zadłużenia.