Otwarcie sesji na rynku USD/PLN nastąpiło szeroką luką hossy powyżej ostatniego szczytu kursu z 23 stycznia (3.9550). Szybko jednak okazało się, iż tak drastyczny wyskok notowań spowodował niemal zupełny brak popytu na zagraniczne waluty - kupowali je jedynie ci co mniej odporniejsi psychicznie inwestorzy, których strumień w miarę szybko się wyczerpał, pozwalając powrócić do gry zdrowemu rozsądkowi. Ten zaś coraz śmielej podpowiadał, iż akurat sobotnie wydarzenia nie stanowią najwłaściwszego uzasadnienia do wyprzedaży krajowej waluty; perspektywa rządu mniejszościowego nie zamyka przecież drogi przed przeprowadzeniem pewnych reform z poparciem choćby Platformy Obywatelskiej. Ponadto nieobecność PSL - u w rządzie może wręcz ułatwić rozwiązanie problemu KRUS - u czy też różnych funduszy celowych, stanowiących do tej pory przyczółki partii ludowców. Takie spojrzenie na problem spowodowało skokowe umocnienie złotego - stare odchylenie od parytetu skoczyło z 3.5% do 4.3% (jednak wciąż znajdowało się sporo niżej od piątkowych 4.90%). Można mieć nadzieję, że afera polityczna ostatnich dni okaże się tym czynnikiem, który zakończy miesięczny trend osłabiający złotego - w imię zasady, ze "gorzej już być nie może".
Rynek międzynarodowy to natomiast spokojne oscylacje EUR/USD w obszarze 1.0770 - 1.0820. Wszelkie dane, które się pojawiły dzisiaj na rynku, nie miały w zasadzie najmniejszego wpływu na bieżące decyzje inwestorów. Wydaje się, iż obecnie inwestorzy czekają na wyjaśnienie sytuacji geopolitycznej, co nie daje większych szans na rychłe zwiększenie rynkowej zmienności.