Niepokój dotyczący dalszych losów polskiej sceny politycznej, a co za tym idzie - losów czerwcowego referendum o ratyfikacji traktatu o Unii Europejskiej, spowodował poprawienie wczorajszych maksimów na EUR/PLN i USD/PLN. Pierwsza z wymienionych par osiągnęła dziś najwyższy kurs od ponad trzech lat, dotykając na krótko wartości 4.35 - słynnego poziomu prognozowanego niegdyś przez wicepremiera Kołodkę. Odchylenie od starego parytetu sięgnęło natomiast poziomu 2.60%, co oznacza słabszą obecnie złotówkę niż w październiku 2002, kiedy rynkiem targała spora niepewność związana z wynikiem referendum w Irlandii. Tak bardzo sponiewierana ostatnio podaż na rynku krajowym zyskała dziś jednak wsparcie ze strony agencji ratingowej S&P. Przypomnijmy, iż zdecydowała się ona na utrzymanie polskiego ratingu kredytowego na dotychczasowym poziomie, nie przywiązując tym samym większej wagi do rozpadu koalicji rządowej. Wydaje się, iż dzisiejsza - momentami paniczna - poranna przecena złotego mogła zatem ustanowić przynajmniej krótkoterminowy dołek krajowej waluty.
Na rynku międzynarodowym mieliśmy dziś do czynienia z dawno nie oglądaną zmianą dobową kursu EUR/USD. Głównym czynnikiem, który przesądził o tak wysokich poziomach - EUR/USD powyżej 1.0900 - jest coraz bardziej prawdopodobne osamotnienie USA w jej wojnie na Bliskim Wschodzie. Ponieważ oznacza to przede wszystkim istotne zwiększenie kosztów ponoszonych wyłącznie przez Stany Zjednoczone, inwestorzy zdecydowali się na upłynnienie dolarowych aktywów i przerzucenie swych środków finansowych do Europy. Tym samym jesteśmy coraz bliżej wznowienia trendu wzrostowego waluty europejskiej, którego przerwa trwa już od ponad miesiąca. Jednoznacznym potwierdzeniem tego typu interpretacji będzie przekroczenie szczytu z 23 stycznia na wysokości 1.0940 - dzisiaj popytowi zabrakło do tego kilku pipsów. Ostatnie dane z Eurolandu - dzisiejsza sprzedaż detaliczna z Niemiec czy też wczorajszy indeks PMI - zdają się faworyzować w najbliższym czasie długą stronę rynku.