Dlatego trudno wskazać inny czynnik rozwoju sytuacji na warszawskim parkiecie, jak koniunktura na świecie. Wydaje się, że to ona wyznaczy kierunek naszemu rynkowi w przyszłym tygodniu. Każdy kolejny mocniejszy spadek na świecie będzie poważnym sygnałem zapowiadającym zakończenie wojennej hossy. DAX traci dziś już ponad 3% i jeśli nie odbije po otwarciu rynków w USA to wykres będzie wyglądał już niezbyt przyjemnie dla byków. W Paryżu i Londynie spadki są znacznie mniejsze, ale te rynki wypadły gorzej wczoraj.
U nas trudno wyróżnić jakąś spółkę. Na większość prawie nie ma zmian kursów. Można wspomnieć o Pekao, który traci blisko 1% i dzieje się to przy znacznych obrotach. Ale tutaj też trudno mówić o jakimś średnioterminowym przełomie. Złym sygnałem dla posiadaczy tych akcji byłoby zamkniecie poniżej 88,2 zł, ale tak naprawdę rozstrzygnięciem stanie się dopiero przekroczenie 84,9 zł. Słabo wypada też BZ WBK w przypadku którego jest coraz mniej wątpliwości, że spadek sprowadzi kurs poniżej 60 zł. Zamknięcie poniżej 63,7 zł będzie wyraźnym krokiem w tym kierunku.
Reszta rynku czeka. Optymiści traktują niskie obroty na spadku jako dobry znak, pesymiści uważają, ze na rynku brak jest popytu, a bez niego ceny mogą osuwać się dalej w dół. WIG20 wsparcie ma przy 1100 pkt. Przełamanie tego poziomu potwierdzałoby, ze rację mają ci drudzy.