Widać więc, że przebieg sesji był w największym stopniu wynikiem bierności podaży, zresztą podobnie jak w piątek. Z tego względu trudno diametralnie zmieniać nastawienie do rynku. Wydaje się, że jedynym powodem poprawy nastrojów na naszym parkiecie jest nadspodziewanie dobra w ostatnim czasie sytuacja na rynkach zagranicznych. Pytanie teraz, jak długo jeszcze te dobre nastroje na świecie utrzymają się. Nasdaq i S&P500 dotarły do silnych oporów (Nasdaq nawet go nieznacznie przełamał). Inwestorzy "zachwycili" się wynikami spółek za I kwartał, ale napływające dane makro są bardzo niepokojące. Dziś kolejny test wytrzymałości byków - publikacja kwietniowego indeksu ISM w sektorze usług o 16.00. Oczekuje się jego wzrostu do 49 pkt, a zważywszy na duży udział sektora usługowego w amerykańskim PKB te dane mogą zdeterminować przebieg poniedziałkowych notowań za oceanem. Już kilka razy zdarzało się tak, że rynki nie reagowały na wiele pesymistycznych informacji, by później ze zdwojoną siłą zareagować na z pozoru błahe dane.

Nasz parkiet dzisiejszym wzrostem nie zrobił dobrego wrażenia, głównie z uwagi na niewielkie obroty, ale zdołał odrobić 2/3 kwietniowego spadku. Stąd też rysują się obecnie dwie koncepcje. Jedna to taka, że dzisiejszy wzrost wyczerpuje potencjał korekcyjny i na kolejnych sesjach na rynek powróci podaż i tym razem udanie zaatakuje linię kilkutygodniowego trendu. Druga to taka, że właśnie kwietniowy spadek był odreagowaniem wcześniejszego ruchu w górę i teraz jesteśmy na początku nowej fali trwałej zwyżki. Ja nadal stawiam na ten pierwszy wariant głównie ze względu na słabość sektora bankowego i wątpliwą jakość dwudniowego odbicia.