Przyzwoita aktywność inwestorów jest tylko na Telekomunikacji. Wolumen przekroczył 200 tys. akcji. Czy po takim początku i przy wolnym dniu na amerykańskich giełdach dziś może się jeszcze wydarzyć coś ciekawego? Na to się nie zanosi.
Na giełdach eurolandu jest podobna sytuacja. Majowy odczyt indeksu nastrojów w niemieckim biznesie był lepszy od oczekiwań i dało to chwilowy ruch w górę. Jednak szybko się on zakończył i indeksy balansują na poziomie piątkowego zamknięcia. To oczywiście nie jest dobry znak, że po przecenie z poprzedniego poniedziałku, nie mogą się podnieść w górę. Sygnały przynajmniej krótkoterminowego przesilenia się tam nad wyraz widoczne. To wraz z sygnałami z rynków amerykańskich, świadczących o formowaniu od początku maja szczytów wiosennego odreagowania, każe z ostrożnością spoglądać na przyszłość zagranicznych giełd.
W odniesieniu do koniunktury na nich warto odnotować dwa istotne fakty. Po pierwsze, w przeciwieństwie do wcześniejszych przypadków wzrostowi wartości euro nie towarzyszą spadki na rynkach akcji w USA. Po drugiej, najsłabszym indeksem amerykańskim jest skupiający blue-chips DJIA. Szczerze powiedziawszy, nie jest łatwo zinterpretować oba czynniki jednoznacznie. Wcześniej, gdy rosło euro, inwestorzy traktowali to jako wynik ucieczki kapitału z USA, teraz skupiają się na tym, że to pomaga amerykańskim eksporterom i przez to całej gospodarce. Zważywszy na to, że DJIA stracił najmniej na całej bessie, można wnioskować, że inwestorzy najchętniej kupowali na wiosnę, szczególnie w kwietniu, akcje które zostały wcześniej najbardziej przecenione. To zaś wskazywałoby, że znów mamy do czynienia z korekcyjnym odbiciem w bessie.
Nie wydaje się, żeby dziś na naszym rynku zaszły jakieś istotne zmiany. Przebicie majowego szczytu przy takich obrotach nie będzie wiarygodne. Nie powinno być też większych kłopotów, by uchronić indeks przed zniżką.