Wtedy jednak wystąpił dość silny popyt, poziomy okazały się bardzo interesujące. Polska waluta zaczęła zyskiwać, o 14.00 dolar kosztował 4,779 zł, euro 4,453 zł, odchylenie od parytetu wynosiło 3,3%.

Rynek jest bardzo nerwowy. Ostatni tydzień przed referendum, coraz więcej pogłosek na temat zmian politycznych po głosowaniu, no i sytuacja na Węgrzech - wszystko to musi wprowadzać niepokój.

Wydarzenia na Węgrzech nie powinny w dłuższym terminie mieć większego wpływu na polski rynek. Mamy bowiem zupełnie inny mechanizm kursowy. Węgry przyjęły poziom odniesienia i pasmo wahań, my mamy uwolnionym kurs. Mało tego: zarówno RPP, jak i bank centralny wielokrotnie wskazywały na to, że nie zamierzają wpływać odgórnie na wartość polskiej waluty. Oczywiście za niewiele ponad pół roku będziemy mieli nową RPP, nie wydaje się jednak, aby właśnie wydarzenia na Węgrzech miały zmienić oczekiwania inwestorów co do jej przyszłych decyzji

Minister finansów Węgier powiedziała dzisiaj, że jego zdaniem forint powinien być mocniejszy. Ta słowna interwencja ma uspokoić rozchwiany ostatnimi decyzjami rynek.

Europejski bank centralny obniżył podstawowe stopy procentowe o 50 punktów bazowych, zachował się więc dokładnie tak, jak oczekiwano. Po decyzji euro zaczęło się umacniać. O 14.00 kurs wobec USD wynosił 1,1780. Czekamy na dane o zamówieniach przedsiębiorstw i zapasach przedsiębiorstw w USA. Pozwolą one lepiej ocenić popyt konsumpcyjny w największej gospodarce świata, który jest kluczowy dla ożywienia. Ze szczególną uwagą inwestorzy oczekiwali będą na dane o nowozarejestrowanych bezrobotnych. To właśnie sytuacja na rynku pracy martwi najbardziej zarówno administracje amerykańską, jak i bank centralny.