Widać znów niepewność co do trwałości zwyżki nie tylko u nas, ale i na świecie. W eurolandzie wczoraj pokazała się spora podaż, choć później okazało się, że sprzedający trochę się pospieszyli, bo w USA wcale nie było źle. Stąd też przed południem europejskie indeksy idą w górę.
To jednak nie będzie miało dziś takiego znaczenia, jak oczekiwanie naszego rynku na to, co stanie się w przyszłym tygodniu, po zakończeniu referendum. Nie ma większych wątpliwości, że zawieszenie broni między politykami skończy się, a zacznie się spore zamieszanie. Wiadomo, że pozycja premiera jest słaba, minister finansów miota się pomiędzy różnymi pomysłami na reformę finansów publicznych, ale nie ma jednej klarownej wizji, prezydent chce poszukiwać większości parlamentarnej do przeprowadzenia takiej reformy, a czas ciągle ucieka. Kraj ma się przygotowywać do absorpcji funduszy unijnych, ale nie widać zdecydowanych kroków w tym kierunku. Do tego marszałek Sejmu wspomina o możliwości zwiększenia przyszłorocznego deficytu budżetowego, który i tak ma być wysoki. Czy te wszystkie zagrożenia są już zdyskontowane, czy też w cenach jest już pozytywny wynik referendum? Na te pytanie powinna pomóc odpowiedzieć dzisiejsza sesja.
Rynek terminowy, na którym utrzymuje się 10-pkt ujemna baza, jednoznacznie daje do zrozumienia, że poważnie traktuje te zagrożenia. Oczywiście baza nie poddaje się jednoznacznej interpretacji i można uważać, że większość nie ma racji zamykając pospiesznie długie pozycje. Ale biorąc pod uwagę, że do wygaśnięcia czerwcowej serii kontraktów zostały tylko 2 tygodnie, jest to zastanawiające zachowanie.
Dziś o 14.30 kolejne bardzo ważne dane z amerykańskiej gospodarki. Zostanie opublikowany raport z rynku pracy. Oczekuje się, że w maju stopa bezrobocia wyniosła 6-6,1% i ubyło 30-50 tys. miejsc pracy w sektorach pozarolniczych. Ważna też będzie weryfikacja danych za poprzedni okres, bo w ostatnim czasie znacząco zmieniała ona wcześniej podawane liczby.