To wszystko pokazuje, że dla inwestorów dużo ważniejsze były piątkowe wydarzenia na amerykańskich parkietach, gdzie została wyraźnie zgaszona euforyczna zwyżka, niż weekendowe zdarzenia w Polsce, gdzie referendum unijne zakończyło się oczekiwanym wynikiem. Rzeczywiście, zakończenie piątkowej sesji w USA jest ważną informacją. Indeksy traciły na wartości przez całą sesję, a towarzyszyły temu dawno niewidziane obroty. Biorąc pod uwagę duże wykupienie, wysokie wyceny akcji i brak fundamentalnych powodów do tak dużego wzrostu ze strony makro, można w piątkowej sesji upatrywać punktu zwrotnego. Niestety, jest to wciąż łapanie szczytu i w ostatnich tygodniach taka taktyka była nieskuteczna. Dlatego z bardziej zdecydowanymi wnioskami należy poczekać na potwierdzenie ich na kolejnych sesjach. Siła trendu wzrostowego jest duża i raczej byki nie spasują szybko.

Sukces w referendum kończy pewien okres spokoju na polskiej scenie politycznej. Otwiera pole konfliktów nie tylko wokół rządu i kwestii reformy finansów publicznych, ale i wokół NBP (w kontekście wypowiedzi ministra Hausnera, ze bez wykorzystania rezerwy rewaluacyjnej deficyt budżetowy może wynieść 50 mld zł, co dziś trudno sobie wyobrazić). Zaniepokojenie taką możliwością widać na rynku walutowym, gdzie złoty nawet nieznacznie traci wobec piątkowego zamknięcia.

WIG20 zakończył piątkowe notowania ponad luką bessy z 17 stycznia i dotarł do kolejnej luki z 16 stycznia z górną granicą przy 1232 pkt. Wsparciem jest 1211, potem 1095 i następnie kluczowe w średnim terminie 1180 pkt.