Bardzo szybko jednak oferty kupna się skończyły i złoty zaczął tracić. Najpierw powoli, potem można było mówić o silnej wyprzedaży. W efekcie w stosunku do poziomu otwarcia złoty osłabił się o prawie 3%. W pewnym momencie odchylenie od parytetu wynosiło bowiem 2,6%. Potem sytuacja się trochę uspokoiła i o 14.00 za dolara płacono 3,775 zł, za euro 4,43 zł, odpowiadało to 3,5% powyżej parytetu.

Wyraźna przecena złotego miała kilka przyczyn. Na pewno w jakiejś mierze doprowadzili do niej inwestorzy, którzy chcieli wykorzystać optymizm wynikający z przyjęcia Polski do UE (poranny wzrost na pewno był przejawem optymizmu) i zamknąć pozycje spekulacyjne. Wydaje się jednak, że znacznie istotniejsza była sytuacja w świecie polityki. Właściwie jeszcze w nocy pojawiły się wypowiedzi, że po wygranym referendum trzeba zrobić porządki w rządzie. Wywołało to fale spekulacji i rożnego rodzaju pogłosek. Między innymi mówiło się, że premier Miller poda się do dymisji. Do 14.00 nic takiego się nie wydarzyło. Faktem jest jednak, że premier zapowiedział wniosek o votum zaufania dla rządu. Powiedział także, że opowiada się za podatkiem liniowym, co może być o tyle istotne, że przeciwnikiem takiego rozwiązania jest minister Kołodko. Czyżby więc jego dni (lub wręcz godziny) były policzone....? Z całą pewnością właśnie kwestie polityczne będą miały kluczowe znacznie dla dalszego kształtowania się sytuacji na rynku walutowym.

Na rynku eurodolara notowania w Europie przebiegają dość spokojnie. Jesteśmy najczęściej nieznacznie powyżej poziomu 1,17.

Popołudniu poznamy informacje o zapasach hurtowych i o sprzedaży hurtowej w USA. Poza tym rząd brytyjski przedstawi swoje stanowisko w sprawie ewentualnego wstąpienia Wielkiej Brytanii do strefy euro. Obserwatorzy spodziewają się deklaracji o chęci przyjęcia wspólnej waluty. Pozostaje kluczowe pytanie, czy do ewentualnego ogólnonarodowego referendum dojdzie jeszcze w obecnej kadencji Izby Gmin, czy już nie.