Nie będzie więc wątpliwości co do wiarygodności zniżki. WIG20 spada do 1229 pkt, czyli o prawie 1%. Jest więc bardzo blisko najważniejszego w krótkim terminie wsparcia przy 1226 pkt. Wyznacza go szczyt z pierwszej połowy czerwca oraz półtoramiesięczna linia trendu wzrostowego. Przełamanie tej bariery byłoby pierwszym od długiego czasu sukcesem podaży.
Nie ma większych wątpliwości, że notowania na naszym rynku determinują przede wszystkim czynniki zewnętrzne. Wszelkie rozważania na temat przepływu kapitału z Węgier do nas są pozbawione podstaw. Przy obecności kapitału zagranicznego obroty wczoraj nie byłyby tak małe. A z giełd światowych otrzymaliśmy niepokojący sygnał. Może za wcześnie jest mówić o zmianie trendu, ale niezaprzeczalne jest to, że od 2 tygodni amerykańskie indeksy stoją w miejscu. Z byków powoli uchodzi powietrze. Wskaźniki sentymentu utrzymują się na skrajnych poziomach zarówno na rynku akcji jak i obligacji. To silne ostrzeżenie przed zwrotem na tych rynkach, choć taki czynnik ma znaczenie w średnim, a nie krótkim terminie.
Do tego dochodzi zamieszanie na rynkach naszego regionu. O sytuacji na Węgrzech ostatnio sporo się pisało. Wczoraj Polska dostała żółtą kartkę od S&P. Zapowiedź obniżenia ratingu źle wpłynęła na rynek obligacji i walutowy. Niepokojące są też doniesienia, że UE będzie testowała naszą przydatność do strefy euro na podstawie wąskiego korytarza wahań. To oddala perspektywę przyjęcia wspólnej waluty, co obniżałoby ryzyko inwestycyjne w naszym kraju.
WIG20 wsparcie ma przy 1226 pkt. Jego przełamanie oddali możliwość przejścia grudniowego szczytu przy 1256 pkt. Raczej zapowie zmianę trendu na spadkowy.