Z jednej strony obroty są skromne i wynoszą niecałe 25 mln zł, z drugiej szerokość zniżki jest duża, co jest atutem niedźwiedzi. Przełamanie linii trendu w wyraźny sposób ograniczałoby szanse na wybicie ponad szczyt przy 1256 pkt. Popyt ma więc o co walczyć.
Trudno znaleźć inne wytłumaczenie dla obserwowanej słabości rynku, jak coraz bardziej widoczne pogarszanie się nastrojów na światowych giełdach. Indeksy amerykańskie przez ostatnie dni na przemian spadały i rosły, z tym, że zwyżka była skromniejsza niż spadek. Wczoraj nie udało się nawet zanotować skromnego wzrostu i ta chwilowa reguła przestała funkcjonować. To trzeba traktować jako wyraz słabości popytu. S&P500 balansuje tuż ponad najważniejszym wsparciem przy 966 pkt. Przełamanie linii trendu, prowadzonej po dołkach z marca i maja zrobiło wrażenie na kupujących, którzy nie są w stanie podnieść wartości indeksu. Jednocześnie, podaż jeszcze ostatecznie przesądziła o zmianie trendu. Niewykluczone, że dzisiejsza sesja w USA będzie rozstrzygająca. Jeśli sprzedający nie będą kontynuować marszu na południe, to zrodzą się wątpliwości co do znaczenia przebicia linii trendu dla przyszłej koniunktury. Duże znaczenie będzie miała publikacja indeksu ISM dla amerykańskiego sektora przemysłowego. Ma on utrzymać się ponad 50 pkt, ale tylko nieznacznie. Przy obecnych nastrojach każdy wynik gorszy od oczekiwanego wywołałby przecenę, ale rezultat zgodny z prognozą lub lepszy niekoniecznie musi dać impuls do zwyżki. Przypomnijmy, że ostatnie reakcje na dobre wiadomości nie były entuzjastyczne.
U nas najwięcej będzie zależeć od aktywności inwestorów. Większe niż wczoraj obroty będą przemawiać za przełamaniem linii trendu, marazm będzie zwiększał szanse na jej obronę. Dopóki WIG20 nie zamknie się poniżej 1240 pkt dopóty ma szanse na udany atak na 1256 pkt.